#13 Tonąca łódź i „macie zdjęcie?” oraz pierwszy raz na Czarnym Lądzie! (I tym samym pierwszy jachtostopowy rejs) (30.09-4.09)

Na wstępie chciałbym Was przeprosić za ten wpis. Wydaje mi się taki nijaki. Niestety życie na łodzi przybrało nieco tempa i nie miałem czasu go porządnie dopracować. Obiecuję że następnym razem będzie lepiej!

Kolejne dni nabierają rutynowego trybu życia. Cały wyjazd opóźnia się z jednego prostego powodu: systemu nawigacyjnego. Ted zamówił system, który potrzebuje mieć na oceanie. Pokazuje on między innymi inne łodzie i statki, ich prędkość i kierunek. Do tego spełnia funkcję autopilota.

Read more #13 Tonąca łódź i „macie zdjęcie?” oraz pierwszy raz na Czarnym Lądzie! (I tym samym pierwszy jachtostopowy rejs) (30.09-4.09)

#12 Pierwszy jachtostop i idiota roku (25-29.08)

W bibliotece siedziałem tak długo, że obsługa delikatnie musiała mi powiedzieć, że za chwilę zamykają. Ulotniłem się więc do portu w La Linei zahaczając standardowo o marinę na Gibraltarze. Tego dnia wziąłem również zimną kąpiel w oceanie.

Być może jest to kwestia prądów, ale w zatoce między Gibraltarem a La Lineą woda jest okropnie zimna. Wziąłem prysznic (dzięki Bogu w Hiszpanii mają słodką wodę w przyplażowych prysznicach) i umówiłem się z Polakiem, że pójdziemy do weterynarza po paszport dla jego psa.

Read more #12 Pierwszy jachtostop i idiota roku (25-29.08)

#11 Zwiedzanie Gibraltaru i propozycja rejsu do Portugalii

W kolejnych dniach nie działo się nic ciekawego. Ucieszyłem się, gdy wieczorem przyszedłem do portu i zobaczyłem Janka (kolegę Czeskiego, o którym pisałem w poprzednim wpisie). Rozłożyłem sobie hamak i miałem bajlando z widokiem na Giba (skrót od Gibraltar). Wieczorem przeszliśmy się razem do portu a później do Maca na internet. W drodze powrotnej zauważyliśmy kolejnego backpakera z plecakiem. Read more #11 Zwiedzanie Gibraltaru i propozycja rejsu do Portugalii

#10 „No past, No future, Only present” Czyżby? Nazareth House i szybki jachtostop…

Po wszystkim przyjechał po mnie Alex i zawiózł do domu swojej mamy. Nie mieszkał już tam gdzie ostatnio mnie przyjął. Nie chciał się wdawać w szczegóły ale napomknął tylko o problemach z właścicielem. Trochę smutno mi się zrobiło, że nie zobaczę Antonio.

Dom jego mamy również znajdował się przy samym morzu. Tym razem była to bardzo duża plaża w Torrevieji. Read more #10 „No past, No future, Only present” Czyżby? Nazareth House i szybki jachtostop…

#9 Montpellier

15 sierpnia o godzinie 4:30 trzeba było wstawać. Czas gonił, bo o 5:30 był planowany wyjazd z Pierrem na autostradę. Pierre jechał do pracy więc miał po drodze.

Pożegnałem się z Iwoną i ruszyliśmy przed siebie. Przy autostradzie musiałem poczekać, aż zrobi się jasno, ale jak tylko zrobiło się jasno to raz dwa złapałem pierwszy samochód.

Droga do Montpellier była bardzo krótka. Miałem okazję jechać trzema samochodami, a na dodatek ostatni kierowca podwiózł mnie pod same drzwi Petera z Montpellier. Na odchodne dał mi 20 euro. Read more #9 Montpellier

#8 Strach o wielkich oczach

Tego dnia dotarło do mnie, że dni nabierają tempa im bliższa jest data mojego wyjazdu…

W czwartek zaraz po przebudzeniu skoczyłem na krótki spacer wzdłuż wybrzeża. Celem tego spaceru było sprawdzenie autobusów, gdyż mieliśmy z Markiem jechać do Saint Tropez na wycieczkę.

Oczywiście po powrocie czekały na mnie z niecierpliwością obowiązki. Tym razem było obcinanie liści palmy (o bardzo kujących liściach), plewienie, zbieranie kamieni, wyrównywanie ogródka podziurawionego przez dziki oraz podlanie kwiatków. Praca była umilana rozmową z siostrą. Read more #8 Strach o wielkich oczach

#6 Nowe zadania

Niedzielnym rankiem moi rodzice opuszczali Lazurowe Wybrzeże. Wbrew pozorom ten dzien był bardzo pracowity i pelen wrazen.

Znowu uczyłem Marka grać na gitarze a później miałem lekcję hiszpanskiego. Czyli standardowe zajęcia. Z nowych zadań przyszło mi zmienić pościel oraz wyprasować parę rzeczy. Później wypilismy herbatkę cytrynowa i zabraliśmy się za obiad. Po obiedzie pozmywalem oraz zaczęliśmy robić ogłoszenie wynajmu i przy okazji naprawilem „nie widzenie” przez komputer telefonu od Iwony co uniemożliwiało jej kopiowanie plików na komputer. Zadanie to urosło do wielkiej rangi ponieważ domyślnie ma system oraz klawiaturę po francusku a nie chciało mi się spolszczac całego systemu i klawiatury. Nie wiedziałem ze Francuzi mają calkiem inny układ klawiatury niz my. Na dłuższą metę nie umiałbym korzystać z takiej klawiatury. Przyzwyczajenia robią swoje. Read more #6 Nowe zadania

#5 Inne obyczaje

Rankiem postanowiłem złamać 4-cyfrowy szyfr z kłódki od Marka. Nie jestem wyborny w łamaniu szyfrów, ale tego typu zabezpieczenia nie są zabezpieczeniami.

Niestety szyfr, który wpisał sobie Marek nie otwierał kłódki, więc kłódka leżała bezużytecznie zamknięta. Marek postanowił, że każdego dnia będzie sprawdzał po 1 000 kombinacji (wszystkich możliwych kombinacji jest 10 000). Nie wiele mu brakowało, gdyż tego dnia, jeśli przerobiłby kolejny tysiąc, to otworzyłby tę kłódkę. Ja zrobiłem to prostszym i szybszym sposobem. Read more #5 Inne obyczaje

#4 Chińczyki się nie cackają i nocne wybuchy

Wczorajszy dzień przyniósł wiele rozrywek, ale tym samym był męczący. Rankiem poszliśmy nad morze popływać, później spędzałem czas z Markiem. Uczyłem go grać mojej piosenki na gitarze, gdyż bardzo mu się spodobała. Później pouczyłem go węzłów. Byłem zdziwiony jak szybko wszystko łapał. Niesamowicie szybko przyswaja wiedzę. – Bo mam dobrego profesora! – podbudowywał mnie Marek. Graliśmy również w ping-ponga. Całe szczęście, że poziom był wyrównany.... Czytaj dalej