Co zobaczyć w Armenii?

Armenia to niewielki kraj z ludźmi o wielkim sercu. Kraj ten jest pierwszym państwem, które oficjalnie przyjęło chrześcijaństwo jako religię państwową w związku z czym słynie z niezliczonej ilości monastyrów, czyli ormiańskich klasztorów. Nie da się w tym miejscu zapomnieć o burzliwej historii tego kraju, wszakże był znacznie bardziej narażony na najazdy obcych i silnych mocarstw, a wisienkę na torcie oczywiście postawił w tym kraju ZSRR. Wszystkie te zaszłości spowodowały, że kraj ten znalazł się w kropce geopolitycznej, z której ciężko jest mu rozwijać przemysł i eksport.

Autostopowicze mogą czuć się tutaj jak ryba w wodzie. Ledwo wystawi się palec a samochód już stoi przy nas (zakładając, że na drodze coś jeździ). Czasem ktoś podwiezie kilometr, czasem dwa a czasem 100. Ogółem rzecz ujmując wszyscy rozumieją ideę autostopu, choć mogą zdarzyć się kwiatki, które spróbują naciągnąć nas na pieniądze (mieliśmy jedną taką sytuację, ale i tak za nic nie płaciliśmy). Wielu ludzi zna język rosyjski, ponadto co trzeci kierowca rozmawiał z nami po angielsku – na ogół byli to ludzie z Erywania, którzy robią sobie weekendowe wycieczki po kraju. 6 dni wystarczy aby autostopem przejechać z Tibilisi (stolicy Gruzji) aż do Khndoresku i z powrotem przez Erywań, Gyumri do Gruzji zwiedzając przy tym najważniejsze atrakcje turystyczne (czyli 2/3 tego co tu wymieniłem – na mapie te miejsca są zaznaczone na zielono).

Niestety o wielu miejscach dowiadywaliśmy się mając je już w tyle, dlatego abyście i Wy nie mieli takiej sytuacji postanowiłem opisać atrakcje turystyczne Armenii – i to nie będą same monastyry, acz trochę ich będzie. Niestety w informacji turystycznej zdają się wiedzieć tylko o nich.

Zanim przejdę do rzeczy muszę zaznaczyć, iż starałem się streścić wszystko maksymalnie jak się tylko dało. To nie miał być kompletny przewodnik a raczej coś na wzór wskazówek, dzięki którym możecie mieć ogląd na to co znajduje się w kraju a znając nazwy możecie zgłębić wiedzę na temat wymienionych tu miejsc.

PS. Spieszcie się, gdyż za niedługo z Armenią stanie się to co z Gruzją.

PPS. Poniżej znajduje się mapka z zaznaczonymi oraz opisanymi miejscami. Możecie sobie ją ściągnąć w postaci plików KML lub KMZ  a następnie wgrać na smartfona lub tablet. W tym celu polecam aplikację “maps.me”, na którą możecie pobrać mapy i korzystać z nich bez konieczności łączenia się z internetem.

 

 

Dilijan (Dilidżan)

To chyba najzieleńsza część Armenii w sierpniu. Poważnie. Jadąc przez ten kraj ogólnie widzi się pełno żółci z pomarańczą dookoła. Dilijan jest inne – jest zielone. Armeńczycy zwą ten rejon “Małą Szwajcarią” lub “Armeńską Szwajcarią”. Jest to Armeński kurort. Dookoła znajduje się park narodowy, w którym można sobie pochodzić. Do najciekawszych atrakcji tego parku zalicza się Jezioro Parz oraz Jezioro Tzlk. Niestety tylko przejeżdżaliśmy przez miasto więc o park nie zahaczyliśmy, ale Armeńczycy bardzo go polecali.

 

  1. Jezioro Sevan

Jest to największe jezioro Armenii, przez co nazywają je swoim morzem. Przy słonecznej pogodzie wygląda całkiem ładnie a dookoła widać wierzchołki gór, które niegdyś musiały być wulkanami.

 

Sevanavank

Klasztor na wzniesieniu z ładnym widokiem na jezioro. Jeśli mieliście okazję widzieć inne monastyry, to ten niewiele się od nich różni.

 

Hayravanq

Monastyr nad jeziorkiem – podobnie jak Sevanavank, nic szczególnego. W okolicy monastyru są ciekawe miejsca na rozbicie obozu i odpoczynek przy ognisku.

 

Cmentarz Noratus

Czy cmentarz może być ciekawy? Może. Ten był z wyjątkowymi i charakterystycznymi dla Armenii nagrobkami (tzw. chaczkarami). Są one wszędzie ale tam jest ich największe skupisko – czyli 800 sztuk. Jeszcze 20 lat temu na jednym z cmentarzy na terenie obecnego Azerbejdżanu było największe nagromadzenie chaczkarów (ponad 20 tys. sztuk), ale najpierw komunizm a następnie wojsko Azerskie dokonało ich zniszczenia i tak w 2005 roku cała zabytkowa metropolia Ormiańska znikła. Same chaczkary były budowane jako tablice upamiętniające jakieś wydarzenie lub jako nagrobek. W mojej opinii warto tam zajechać, gdyż chaczkary są unikatowymi kamieniami. W dodatku jest to świetna okazja do zobaczenia w tym samym miejscu współczesnego Armeńskiego cmentarza, który w mojej opinii również jest bardzo ciekawy.

 

Orbelian Caravanserai

Jest to tawerna (czy może bardziej zajazd) wybudowana w 1332 roku. Służyła ona głównie jako miejsce odpoczynku wędrowców oraz ich zwierząt wchodzących w rejon gór Dzor. Z tego miejsca rozpościera się całkiem ciekawa panorama. W ogóle z tej drogi są fajne widoki. Jadąc z nad jeziora Sevan na południe kraju raczej na pewno będziecie jechać tą drogą.

 

Twierdza Smbataberd

Twierdza powstała w V w. oraz została wzmocniona na przełomie IX i X w. Ciekawostką może być legenda zdobycia tej twierdzy. Otóż twierdza pobierała wodę z  monastyru Tsghats Kar poprzez podziemny wodociąg. Legenda głosi, że Seldżucy zdobyli twierdzę poprzez wykorzystanie spragnionych koni, które wywąchały kanał, dzięki czemu mogli odciąć wodę i wziąć ich na przeczekanie. Całkiem sprytny sposób, co nie?

Standardowo, nie oczekujcie tam Malborka czy twierdzy Rabati. Są to zwyczajne ruiny, choć lepiej zachowane niż niejedna twierdza w tym kraju.

 

Jermuk (Dżermuk)

Kolejna, zaraz po Dilijan miejscowość uzdrowiskowa. Słynie ze swoich mineralnych wód termalnych i wodospadów. Zimą pełni rolę kurortu narciarskiego.

 

Petroglify Ughtasar

W kalderze wulkanu Ughtasar (z armeńskiego: wielbłądziej góry), znajduje się mnóstwo rysunków naskalnych datowanych na okres między V a II tysiącleciem przed naszą erą. Do tego miejsca prowadzi terenowa droga, dlatego jeśli chcecie się tam wybrać własnym samochodem, musicie rozważyć samochód z podwyższonym zawieszeniem.

 

Wodospad Shaki (Szaki)

Jeśli zamierzacie odwiedzić południe Armenii to warto zahaczyć o wodospad Shaki. Może nie jest on Plitwickimi Jeziorami, ale z pewnością ucieszy nasze oko. Niestety nie da nam ochłody, gdyż jest zbyt płytko, ale jest to ciekawe miejsce na rozbicie namiotu, ognisko i odpoczynek.

 

Zorac Karer

Zorac Karer jest nazywamy Armeńskim “Stonehenge”. Słysząc tę nazwę spodziewaliśmy czegoś wielkości Stonehenge – wielkość kamieni okazała się być znacznie niższa, choć niektóre miały nawet 3 metry a ich masa wynosiła do 10 ton. Samo miejsce ma wiele nazw i możemy się spotkać z takimi określeniami jak: śpiewające kamienie, sterczące kamienie, kamienna armia czy kamienie mocy.
Archeolodzy do dziś spierają się, czy było to miejsce obserwacji kosmicznych, kultu czy po prostu osada. Inni twierdzą, że był to kompleks łączący te wszystkie domniemania. Jedno jest pewne: pochodzą z epoki brązu, są częściowo obrobione (z otworami 5cm) oraz są poukładane w nieznany nam sposób. Poza tym domniema się, że ludzie byli już tam wcześniej.

 

Vorotanvanq

Monastyr, który wyróżnia się od innych kolorem skały z jakiej został stworzony. Fajnie wygląda z daleka.

Monastyr w Vorotan widziany z daleka. Dużo ciekawszy widok jest od drugiej strony drogi ale ze względu na niski ruch samochodów nie chcieliśmy już tam wysiadać.

 

Most Melik Tangi

Ktoś polecał ten most na forum. Tak w zasadzie nie warto tam w ogóle jechać. Obok znajdują się ruiny (nie jakieś ściany tylko kupa kamieni) zamku Davida Beka, oraz ciepłe źródła. Niestety są bardzo zaniedbane oraz są w fundamencie jakiejś upadłej inwestycji. Woda też do czystych nie należy. W okolicy zaś wypływa kilka lodowatych mineralnych źródeł wody. Dodatkowo wokół mostu znajdują się ciekawe formacje bazaltowe, nie mniej dużo ciekawsze są w Garni, o którym wspominam poniżej.

 

Goris i Stare Goris

Jest to miasto, którego okolice można śmiało przyrównać do tych znanych z okolic Kapadocji (w wersji demonstracyjnej). W Starym Goris znajdują się charakterystyczne, stożkowate skały z wydrążonymi pomieszczeniami (wyglądają jak mrowiska) a co najważniejsze, jest się tam kompletnie samemu, gdyż miejsce to nie jest za bardzo rozpowszechnione.

 

Khndzoresk

To już jest znacznie większe stare miasto niż Stare Goris. Jest tam kilka kościołów (4) czy nawet szkoły (dokładniej to 7 szkół). Tak, kamiennych szkół. Życie wiodło się tam do kilkudziesięciu lat wstecz. By dojść do miasta trzeba przejść przez baaaaardzo długi wiszący most (160m). Teraz jest łatwo, ale gdy ludzie tam mieszkali, musieli wspinać się po linach, gdyż ich domki były w wysokich pionowych skałach. Dawało im to schronienie w przypadku ataku najeźdźców.

 

Devil’s Bridge (Diabelski Most)

Jest to miejsce, gdzie z pewnością warto się zatrzymać w drodze do Tatevu. To skalny most nad rzeką, wzdłuż której znajdują się ciepłe (nie gorące) mineralne źródła. Niestety my dotarliśmy tylko do końca “wykafelkowanej” ścieżki, dziwiąc się, że ludzie tak bardzo to zachwalają. Dopiero później zobaczyliśmy zdjęcia i aż nam żal gardła ścisnął, że postanowiliśmy nie pchać się dalej po wilgotnych i śliskich w tym czasie skałach. Wydawało nam się, że to koniec ścieżki, a tam jednak coś jeszcze było. Po zdjęcia odsyłam do wyszukiwarki google’a bo moje jak widać, przedstawiają dwie sadzawki na końcu tego ładnego wymurowanego szlaku (ps. pamiętajcie, żeby wpisać dodatkowo armenia, bo inaczej wyskoczą zdjęcia z USA). Ponadto z tego miejsca można wybrać się na krótki trekking wzdłuż kanionu, do monastyru Anapat gdzie mieszka tylko jeden mnich.

Tatew

Tatew słynie z monastyru oraz najdłuższej na świecie kolejki linowej nazywanej “skrzydłami Tatewu” (Wings of Tatev). Cena kolejki to 7000 drahm w jedną stronę czyli jakieś 80zł.

 

Jaskinia Areni-1

To nie żart. Ta jaskinia faktycznie się tak nazywa. Zostały tam znalezione najstarsze buty oraz najstarsze stągwie do przechowywania wina. Jaskinia szału nie robi, ale z pewnością ludzie, którzy interesują się archeologią znajdą tam swoje miejsce.
Buty zabrali, więc i tak ich nie zobaczycie.
…Chyba, że na zdjęciu w jaskini.

 

Norawank

Gdybym mógł odwiedzić tylko jeden monastyr w Armenii to byłby to właśnie ten. Warto przyjechać tam o wschodzie  lub zachodzie Słońca. Droga do monastyru wiedzie wzdłuż malowniczego kanionu a z samego monastyru jest bardzo ciekawy widok. Dodatkowo jest to świetne miejsce na dziki kamping oraz obserwację zachodu słońca. Wyjątkowe w tym w tym kompleksie jest wejście do górnej komnaty jednego z kościołów. Wchodzi się bardzo wąskimi schodami do góry. Niestety osoby puszyste oraz takie co boją się wysokości mogą mieć problem z wejściem. Ponadto po środku placu znajdziemy studnię, do której można wejść po drabinie. Prawdopodobnie kilkaset lat temu służyła do więzienia ludzi.

 

Chor Wirap

Okolice tego miejsca były niegdyś stolicą, której początek dał Artaszes I jakieś 180 lat p.n.e.. Niespełna 500 lat później, przez 13 lat, 6 metrów pod ziemią, więziony był w tym miejscu Grzegorz Oświeciciel. To on nawrócił ówczesnego króla (który go tam więził) poprzez uleczenie go i tak w 301 roku Armenia jako pierwszy kraj na świecie, przyjęła religie chrześcijańską. Kolejne 341 lat później powstała w tym miejscu kapliczka upamiętniająca Grzegorza Oświeciciela a kolejne 1000 lat później powstał klasztor o nazwie Chor Wirap, co znaczy głęboki loch.  Do dziś można odwiedzić lochy, w których był trzymany mnich – jeśli ktoś ma klaustrofobię lub lęk wysokości to nie polecam, natomiast jeśli nie macie tych schorzeń, to jest to jedno z “must see” w tym miejscu.
Stąd rozpościera się piękny widok na wulkan Ararat – czyli górę, na której osiadł Noe po potopie. Z tego też względu jest to jedna z trzech świętych gór ormiańskich, która niestety leży poza granicami tego kraju. Góra została zdobyta przez Turcję podczas pierwszej wojny światowej a Ormianie do dziś nie lubią z tego powodu Turków, gdyż dokonali oni wtedy ludobójstwa na ludności cywilnej.
Patrząc w drugą stronę ukażą nam się zielone pola uprawne oraz małe pagórki.

 

Erywań

Stolica Armenii przez wielu jest uważana, za komunistyczny moloch. Faktycznie, przedmieścia wyglądają bardziej jak komunistyczna ruina ale centrum ma do zaoferowania bardzo zadbane i ciekawe budynki, w tym nawet perski meczet, czy bardzo ciekawe “schody”. Miasto można zwiedzić w 3 może 4 godziny i myślę, że warto. Może nie jest to szczególnie klimatyczny zakątek do wieczornego spacerowania (jak np. Tibilisi), ale z pewnością wart uwagi. Dodatkowo, jeśli już porównuję to miasto do Gruzji, to warto wspomnieć, że w Armenii są droższe noclegi niż te, które znajdziemy w Gruzji (ale z pewnością to się zmieni w ciągu najbliższych 2 lat).

 

Świątynia Garni

Garni to świątynia boga słońca Mitry, powstała w pierwszym wieku przed naszą erą. Wygląda jak jakiś partenon. Przy świątyni znajduje się mały basenik a także sauna. Jak na ormiański kraj przystało jest też miejsce na fundamenty pozostałe po jednym z kościołów. Czemu fundamenty? W XVI wieku było tutaj trzęsienie ziemi i cały kompleks legł w gruzach a ludzie uciekli i zapomnieli o tym miejscu. Dopiero w XIX wieku ktoś wpadł na pomysł odbudowy świątyni boga słońca co skutkowało wiernym jej odwzorowaniem.
Wstęp do świątyni to 125 drahm dla studentów oraz 1500 drahm dla dorosłych. Dodatkowo robienie zdjęć kosztuje 3000 drahm ale spokojnie można sobie to odpuścić i cykać zdjęcia. Nawet strażnik z radością cyknie zdjęcie i nie zapyta o to pozwolenie.

 

Bazaltowe organy (The Symphony of stones)

Kamienna symfonia to bardzo ciekawe, bazaltowe formacje skalne wzdłuż kanionu. Robią wrażenie. W okolicy znajduje się darmowe miejsce na kamping, ale na próżno pytać o nie miejscowych – nawet koleś z informacji turystycznej zapraszał nas do swojego ogródka, bo nigdy nie słyszał o takim miejscu. Na tym kampingu znajdziemy bieżącą wodę, wypływającą z jakiejś pordzewiałej rury, ławki a nawet toaletę. Oczywiście zaznaczyłem je dla Was. Można tam dojechać zarówno samochodem (choć nie wiem jak wygląda droga, ale kamperem ktoś wjechał), a także wejść piechotą na skróty.

 

Geghard

Przez wielu to miejsce jest jako pierwsze na liście najlepszych miejsc w Armenii. Nas jakoś szczególnie nie urzekło, choć prawdopodobnie nie dotarliśmy wszędzie. Podobno gdzieś w okolicy jest ciekawy kanion, gdzie dech w piersiach zostanie nam zaparty i to nie jest ten kanion, o którym napisałem wyżej.

 

Katedra Zvartnos

Są to ruiny kościoła katolickiego. Wejściówka jest bardzo droga a i zniżki studenckie dla obcokrajowców nie są honorowane. Jeśli ktoś nie chce płacić, a koniecznie chce wejść do tego miejsca, to warto przejść się wioską na tyły tego terenu gdzie będzie na nas czekała otwarta furtka. Nawet jeśli nie chcecie wchodzić za darmo to i tak polecam spacerek tą wioską. Wygląda jakby czas się tam zatrzymał.

Kompleks Echmiadzin

Może on śmiało dorównywać naszemu Licheniowi. W skrócie, mnóstwo pieniędzy wywalonych na cały kompleks, który służy również jako szkoła dla dzieci i młodzieży. To w tym miejscu podobno trzymana jest włócznia, którą został przebity Jezus. Wejście do muzeum jest płatne, ale studenci do 23 roku życia mogą zapłacić 125 drahm, natomiast dorośli płacą 1500.

 

Twierdza Amberd

Po drodze nad jezioro Kari znajduje się twierdza, która niegdyś pełniła bardzo ważną rolę obronną Armenii. Określana jest jako jeden z najcenniejszych zabytków kraju.

Tak wygląda główna droga, którą dojeżdża się z Erywania do skrzyżowania na górę Aragac

 

Jezioro Kari

Podobno bardzo spokojne miejsce. Jest to baza wypadowa na najwyższą górę Armenii. Znajdziecie tu hotel, restaurację i stację meteorologiczną. Z tego co mi wiadomo, nie ma tam żadnej komunikacji, natomiast pracownicy stacji meteo oraz hotelu nauczyli się, że “autostopowicz” płaci pieniądze za wjazd. Ile w tym prawdy nie wiem, gdyż ominęliśmy to miejsce.

Góra Aragac

Jedna z trzech świętych gór oraz najwyższy szczyt Armenii. Tak naprawdę jest to wygasły wulkan, który ma cztery wierzchołki. Wielu ludzi wybiera się na trekking by znaleźć się na jego szczycie. Niedawno (czyt. Wrzesień 2019r) zginął tam Polak po starciu ze starym niedźwiedziem, który polubił tamte tereny. Trekking zaczyna się od jeziora Kari, gdzie znajdziecie hotel, restaurację i stację meteto.

 

Gyumri

Pierwsze osady w tym miejscu są datowane na IV w. p.n.e. Natomiast samo miasto powstało jakieś 200 lat temu z inicjatywy Rosyjskiej. Początkowo nosiło nazwę Aleksandropol, ale 30 lat temu zostało zmienione na Gyumri. Dwa lata przed zmianą nazwy miasta było tam trzęsienie ziemi, które zniszczyło większość budynków oraz odebrało życie tysiącom osób.
Zaczątkiem do powstania miasta stała się twierdza rosyjska, nazywana “czarną twierdzą” (Sev Berd), która służyła do obrony przed Turkami. Twierdza ta niszczała i niszczała aż ktoś niedawno postanowił wykupić budynek i zrobić z niej obiekt kultury. Póki co prace remontowe trwają, ale nam udało się wejść do środka i muszę przyznać że robi wrażenie – zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Obok znajduje się pomnik matki Armenii. Ponadto samo miasto ma wiele ciekawych budynków i bardzo ciekawy park, w centrum którego znajduje się “tropikalna” restauracja. Jest to z pewnością ciekawe miasteczko na wieczorne spacery, ale jeśli nie macie go po drodze, to za wiele nie stracicie.

 

Miejsc w Armenii jest z pewnością więcej. Wielu ludzi pytało czy jedziemy do Kapan pozwiedzać okoliczne góry (park narodowy i rezerwaty). Jeśli macie czas, z pewnością możecie się rozeznać w terenie.

Dajcie znać w komentarzach, które miejsce podobało Wam się najbardziej! A może jest coś o czym nie wspomniałem i warto dopisać do listy?

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *