Przygotowania do wyprawy pełną parą!

Pełną parą i to jak!
Napisałem obrzydliwie długi post, na temat moich przygód z serwisowaniem roweru, ale oszczędzę Wam tego i lekko to skrócę. Zatem, od początku…

Wszystko miało być jak najmniejszym kosztem, dlatego postanowiłem, że sam sobie przeserwisuję rower. Początkowo nie chciałem wydawać na to więcej niż 400zł. Oczywiście koszty diametralnie wzrosły…

Za dobieranie części wziąłem się jakieś 2 miesiące przed wyjazdem. Nie znam się na tym, więc musiałem się naszukać i nauczyć wielu rzeczy. Ostatecznie zakupiłem je jakieś 2-3 tygodnie przed wyjazdem. Na tym miał być koniec ale później okazywało się, że muszę jeszcze wymienić stożki w piaście, suport i parę innych rzeczy. A koszty wciąż rosły. Jakby tego było mało jeden sprzedawca poleciał sobie w kulki i.. do dziś ich nie przysłał. A na wyprawę miałem wyruszyć dwa dni temu – dlaczego ciągle jestem w domu? Za chwilę opiszę.

Sprawa wyglądała tak, że zakupiłem u niego towar. Cztery dni po zakupie dzwoniłem, żeby zapytać jaki jest status zamówienia i dostałem informację, że czekają jeszcze na jedną część bo się skończyła i paczkę wyślą w poniedziałek (czyli równy tydzień później). No więc zniecierpliwiony czekam w Gliwicach na telefon od taty, że przyszła paczka do mnie. Niestety nie doczekałem się. W czwartek wróciłem do domu i zacząłem od pojechania na pocztę.

Kiedyś miałem taką sytuację z pocztexem, że nie dość, że nie przyjechali, to jeszcze awizo nie zostawili. Dlatego zapobiegawczo pojechałem na pocztę.

W skrócie wyglądało to tak:

– Dzień dobry czy doszło coś na nazwisko..?
– Już sprawdzam… Nie. A ma pan awizo?
– Nie, tak tylko chciałem uprzedzić kuriera.

Przez kolejny tydzień próbowałem skontaktować się telefonicznie ze sprzedawcą, jednak nie odbierał. W międzyczasie wysyłałem mu maile. Na pierwszego odpisał, że wszyscy pracownicy zachorowali i przesyłki ruszą od poniedziałku – co nie do końca było odpowiedzią na moje pytania. Był to poniedziałek 3 dni przed wyjazdem, a 14 dzień po zakupie… Wysłałem mu jednego maila… Nie odpisał. Wysłałem drugiego… też nie odpisał. W poniedziałek próbowałem się dalej kontaktować telefonicznie, żeby poprosić, o wysłanie paczki kurierem. Bezcelowo. Wysyłałem kolejne maile, aż w końcu w środę otrzymałem odpowiedź, która w skrócie brzmiała: „W ostatnich dniach nabawiłem się zapalenia płuc. Wysyłki będą opóźnione o 7-10dni. Przypominam, że mają państwo prawo do zrezygnowania z zakupu. W tym celu należy….” Nieco byłem nabrany. A ja głupi łudziłem się, że w środę przyjedzie poczta. Byłem wkurzony na maksa. Nie dość, że nie napisał pierwszym razem o opóźnieniu to jeszcze za trzecim nie raczył mnie poinformować.

Ostatecznie zamówiłem tego samego dnia u innego gościa potrzebne rzeczy – a łatwo nie było, bo moją korbę jest ciężko obecnie dostać. A że się nie znam to nie chciałem szukać nic nowego.

Przynajmniej zwrócił szybko kasę. Ciekawe, że nie umiał równie szybko odpisywać na maile (bo na kompie cały czas siedział, gdyż na allegro odpisywał na komentarze oraz się logował).

Na jego szczęście uznaliśmy z Bartkiem, że nie jedziemy. Ostatnie dni w Polsce były bardzo… nieprzewidywalne. Silny wiatr, raz słońce i temperatura 10 stopni, za chwilę śnieżyca, grad, czy deszcz i temperatura znacznie niższa.

Jednak gdyby pogoda była ładna… to właściwie przez niego nie byłbym w stanie wyjechać – o czym wiedział, bo pisałem o tym w mailach.

Obecnie rower jest prawie złożony. Niestety musiałem kupić jeszcze części znacznie droższe u kogoś innego i ostatecznie serwis wyniósł mnie…. 950zł. Pół roweru wymieniłem. W tym wliczone też są narzędzia. Ale myślę, że było warto. Tym bardziej, że dotychczas coś takiego jak „dbanie o rower” czy „regularny przegląd” nie występowało w moim słowniku.

Podsumowując, trochę żałuję, że pogoda nagle się popsuła. Widocznie moja mama ma większe względy u Tego na górze. Następna okazja na dłuższą wyprawę zostanie chyba przeniesiona na jakiś normalny tydzień nauki – po prostu urwę się z zajęć.

Najważniejsze, że zyskałem mnóstwo doświadczenia w zakresie serwisowania roweru i nie tylko. Choć kosztowało mnie to dużo nerwów i jeszcze więcej cierpliwości to i tak mogę być z siebie dumny!

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *