#42 Jezioro Titicaca

Jezioro Titicaca to najwyżej położone jezioro żeglowne świata i trzecie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej. Znajduje się na wysokości około 3800 m.n.p.m. a stojąc u jego brzegów ciężko dostrzec drugi brzeg. Jego powierzchnia jest niewiele mniejsza od województwa opolskiego – to robi wrażenie. Zamieszkują tam głównie indianie Keczua (Quechua) oraz Ajmara. Samo jezioro do dziś jest wielką archeologiczną zagadką a wszystko to za sprawą pobliskiej budowli... Czytaj dalej

#41 La Paz, droga śmierci, Coroico i okolice

La Paz to jedna ze stolic Boliwijskich. Drugą jest Sucre. Ta pierwsza to siedziba rządu a druga to stolica konstytucyjna. To nadaje tym dwóm miastom miano stolicy. Samo La Paz jest nazywane miastem zmysłów. Wszystko dlatego, że jest bardzo różnorodne. Znajduje się w dolinie, którą otaczają góry o przeróżnych kolorach. Począwszy od zwykłego szarego, przez zielone, niebieskie a kończąc na czerwonych. W oddali widać ośnieżone wierzchołki wyższych partii gór. W mieście... Czytaj dalej

#40 Santa Cruz i szlakiem misji Jezuickich w Chiquitanii

„Santa Cruz to najbogatsza część Boliwii. Jest na tyle bogata, że rząd nie wspiera tego departamentu. Nie wspiera finansowo eksportu ani ludzi. Zupełnie tak jakby było to osobne państwo a to jednak wciąż ichniejszy departament.” Taką informację dostałem od mieszkańców tych rejonów. Stolicą jest Santa Cruz de la Sierra, która została przeniesiona tam z Santa Cruz de la Vieja z powodu konfliktu z miejscowymi. Wbrew prawom natury obrzeża miasta są dużo... Czytaj dalej

#39 Samaipata

Miasto o którym dowiedziałem się przypadkiem podróżując po Uyuni. Górska wioska położona na skraju jungli. Świetne miejsce na wolontariat (najwięcej ogłoszeń na workaway.info jest właśnie stąd). Droga z Sucre zajęła mi jakieś 18 godzin. Początkowo jest fajna asfaltowa ale po parudziesięciu kilometrach asfalt znika a zakręty zostają. Podobno za parę dolarów trasę z Sucre do Santa Cruz można pokonać samolotem. W pół godziny. Ale autostop jest fajniejszy... Czytaj dalej

#38 Opowieści

Czy wiecie jak trudne jest tworzenie opowieści bez opowieści? Mam wrażenie, że blog zaczął przybierać formę marnego poradnika a nie fascynującą przygodę, której jestem częścią. Jest wiele rzeczy do opisania. Wiele przygód. To co się dzieje w miejscowościach i to co się dzieje pomiędzy nimi. Niektóre są normalne. Nie wzbudzają żadnego podziwu w mojej głowie, bo zdarzały się wielokrotnie podczas trasy, ale niektóre wręcz proszą o uwolnienie. Chcą wyjść do... Czytaj dalej

#37 Sucre i karnawał w Boliwii

Oops. Pominąłem jedno miejsce. Czyli Potosi. O tym mieście nie mam za bardzo co pisać. Najwyżej położone miasto na świecie które przywitało mnie wścieklizną. Uważajcie na psy na punkcie widokowym. Nie mniej jednak wrzucę tu parę zdjęć które zrobiłem przelotem. A o Sucre też nie ma za bardzo co pisać. To miasto trzeba oglądać. Jest to podobno jedno z najładniejszych miast w Boliwii. I faktycznie, piękne budowle i niesamowity klimat. Od wtorku do czwartku czeka Was... Czytaj dalej

#36 Uyuni

Salar de Uyuni, czyli ogromna pustynia solna położona na skraju pustyni Atacama. Dla mnie było to niebo na Ziemi. Wokół pustyni jak i na pustyni znajduje się wiele atrakcji. Jedną z nich jest cmentarzysko pociągów. Niegdyś był tam ważny węzeł kolejowy ale gdy biznes upadł pociągi zostały pozostawione na pastwę natury i biednych ludzi, którzy zaczęli zabierać z nich wszystko co może być cenne. Wiele wycieczek jednodniowych zahacza właśnie o to miejsce. Jest oddalone... Czytaj dalej

#35 San Pedro de Atacama

Kolejnym celem mojej podróży była pustynia Atacama. Chciałem zobaczyć w tym miejscu gwiazdy. Podobno właśnie tam, czyli w najsuchszym miejscu na Ziemi widać je najlepiej. Ale jak na najsuchsze miejsce na Ziemi przystało padał deszcz. Może nie przez całe 2 tysiące kilometrów ale w miejscu gdzie miał być fajny widok czyli San Pedro de Atacama. To mala i urocza wioska pośrodku pustyni. Nieopodal rozciągają się miejsca, które przypominają powierzchnię Marsa i księżyca... Czytaj dalej

#34 El Chalten

Ikona Argentyńskiej Patagonii. Mała mieścina w górach, przez którą przelewają się dziennie setki turystów. Niestety pierwszego dnia trafiłem znowu na deszczową pogodę (a właściwie cały czas w niej byłem od El Calafate) więc morale docierając do dna rowu Mariańskiego zaczęło kopać dziurę. Robiło to tym szybciej im bardziej byłem mokry wchodząc na pobliskie punkty widokowe, z których widziałem… chmury. Na szczęście prysznic na plebanii momentalnie... Czytaj dalej

#33 El Calafate

To kolejny słynny punkt turystyczny w Argentyńskiej Patagonii. Będąc przekonanym, że jest tam mnóstwo atrakcji do zobaczenia poza lodowcem ruszyłem w tym kierunku. W informacji zetknąłem się z rozczarowaniem bo poza lodowcem i ewentualnymi dodatkowo płatnymi trasami nie ma nic. Cały czas padało więc moje morale pędziło na spotkanie z dnem rowu Mariańskiego. Ostatecznie po zmarnowanej połowie dnia, gdy porozmawialem z innym autostopowiczem ruszyłem w stronę lodowca Perito... Czytaj dalej