#47 Las Lajas, Pasto, Kolumbijska droga śmierci i Cascada Fin del Mundo

Las Lajas to pierwsze miejsce jakie odwiedziłem w Kolumbii. Jest to mała wioska mająca na swoim koncie cud. Niespełna 300 lat temu wędrowała tam głuchoniema dziewczynka. Wlazła do jaskini a tam objawiła się jej Matka Boska. Wydarzenie to, tak nią wstrząsnęło, że odzyskała mowę (o ile przy byciu niemową od dziecka można mówić o odzyskiwaniu mowy). W jaskini znaleziono malowidło Matki Boskiej trzymającą dziewczynkę namalowane nieznanymi ówczesnym naukowcom farbami.

100 lat temu rozpoczęto budowę Sanktuarium, która trwała blisko 40 lat. Budowla sama w sobie jest imponującą konstrukcją! To trzeba zobaczyć. Zbudowane w kanionie sanktuarium nosi nazwę Sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej Na Skałach. Wchodząc do niższych poziomów świątyni przenosimy się w całkiem inny wymiar. Kolorowe światła rzucane przez witraże i mrok działają na wyobraźnię.

Dookoła jest parę punktów widokowych, wielki pomnik Archanioła Gabriela i wodospad.

Sanktuarium na skale.

W Ipiales można zjeść typowy dla Andyjskiej kultury przysmak czyli świnkę morską z grilla. Kosztuje to 30 000 peso czyli jakieś 13 dolarów.

Stąd łatwo dostać się do Pasto. Samo miasto mnie nie przekonało do siebie. Ot parę muzeów, w tym muzeum karnawału. To co przyciąga turystów w te rejony to Laguna de la Cocha. Niedaleko za laguną w stronę Mocoa biegnie Kolumbijska droga śmierci. Ta, choć nieznacznie ustępuje miejsca swoim pięknem Boliwijskiej, to jest równie niebezpieczna. Nie mniej jednak z Boliwijskiej nie miałem okazji widzieć dywanu drzew Amazońskiej dżungli. Z resztą z tej Kolumbijskiej też niedługo mogłem podziwiać ten widok z powodu chmur. Jechaliśmy szerokim kamperem (wyglądał jak przerobiony pickup) i miejscami było miejsca na styk. Często po barierkach energochłonnych zostawały tylko drewniane patyki owinięte taśmą. Taki jest urok dróg w górach, które cały czas się osuwają. Jeśli będziecie mieli szczęście to spotkacie pasącego się tam, jakby nigdy nic, konia nad przepaścią.

Droga śmierci.
Droga śmierci.
Tam gdzie nie ma barierek energochłonnych jest super mocna i super elastyczna taśma zabezpieczająca.
(Nie)widok na Amazoński dywan.
Koń a obok przepaść. Co on tam robi!?
Te rośliny rosną tylko na pewnej wysokości.

A w Mocoa znajduje się wodospad na Krańcu Świata (Fin del Mundo). Po drodze jest mnóstwo innych wodospadów gdzie można się kąpać i skakać do wody. A gdy już dojdziemy do Końca Świata to zobaczymy panoramę na zalesioną Kolumbię z miasteczkiem na czele. Nieziemski widok. Pod Wami przepaść i wodospad a przed wami ten widok. Nieopodal znajduje się wodospad Ojo de Dios (Oko Boga). Wielu mówi, że należy tam iść z przewodnikiem ale i bez niego dacie radę. Przed pierwszymi wodospadami gdzie można się kąpać jest budka. Tam jest rozwidlenie. Idzie się ścieżką w prawo a następnie wzdłuż koryta strumienia. Dochodzi się do koryta rzecznego. Trzeba iść kawałek w górę rzeki a następnie przeskoczyć rzekę (trzeba skakać po kamieniach). Później w górę rzeki aż dojdziemy do wodospadu. (Polecam zobaczyć trasę na Wikiloc.) Warto zajrzeć w to urokliwe miejsce. Nie ma tam tylu turystów ilu jest na pozostałych wodospadach – na dobrą sprawę na 90% będziecie tam sami. Jeśli chodzi o moje preferencje to jest to najlepsze miejsce na odpoczynek i świetną zabawę wśród malowniczej okolicy.

Cena za wejście to 3000 peso (nieco ponad 1 dolara) ale jeśli wejdziecie tam popołudniu to nikt nie stoi na bramkach (ja wracałem około godziny 14/15 i już wtedy nikogo nie było). Po drodze jest mnóstwo pól namiotowych oraz restauracji prowadzonych przez lokalnych ludzi.

Miasto Mocoa w 2017 roku zostało zalane. Była tam ogromna powódź przez co pół miasta jest w rozsypce jednak mieszkańcy zdają się tym nie przejmować. Autobus z Mocoa do Pasto kosztuje 20 000 peso (około 8 dolarów).

UDANEJ ZABAWY!

10 minut stałem tam i łamałem żeby skoczyć. Ale było warto!
Ojo del Dios (Oko Boga).
Wodospad Fin del mundo (Koniec świata).
Kolejny wodospad.
Ścieżka po dżungli – nigdy nie wiesz kiedy do kolan zanurzysz się w błocie.
Zniszczenia jakie przyniosła powódź.
Całe miasteczko w gruzach.

A mrówki pracują.

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *