#43 Kanion Cotahuasi

Wielki bój o najgłębszy kanion na świecie został wygrany przez kanion Cotahuasi. To tam zdecydowałem się jechać z jeziora Titicaca. Do wyboru miałem również kanion Colca, który notabene został rozsławiony przez Polaków, ale tam za wstęp trzeba płacić 70 soli (ok 20$). Nie jest to pod państwowym patronatem. Po prostu parę lat temu mieszkańcy kanionu zauważyli, że coraz więcej turystów przewija się przez ich teren. Postanowili więc założyć grupę “Autocolca” i pobierać opłaty za wstęp. To skutecznie zniechęciło mnie do odwiedzania tego miejsca i w konsekwencji wolałem wybrać niezbyt turystyczny i niezbyt rozsławiony kanion Cotahuasi. To magiczne miejsce, które czas skutecznie omija.

W porze deszczowej i trochę po jest tam całkiem zielono jednak miejscowi mówili, że w porze suchej widać tylko kaktusy, a cały kanion przybiera kolory skał. Pora deszczowa trwa od grudnia do kwietnia. Wybierając się tam w tym czasie trzeba uwzględnić, że trekking w takich warunkach może nie należeć do przyjemnych. Mój pobyt przypadł na początek kwietnia a pogoda była idealna.

Nie umiałem znaleźć zbyt wielu informacji w internecie więc cała moja wędrówka była odkrywaniem kanionu i muszę przyznać, że to jedno z najlepszych wspomnień w mojej podróży.

Zanim zacznę opisywać wszystko chciałbym Was przeprosić za brak wielu danych. Niestety wszystko co miałem skrupulatnie zapisane na telefonie zostało zalane i tak na przykład uciekła mi cena autobusu, którym można dojechać do Cotahuasi z Arequipy lub miejsca gdzie są wody termalne oraz ceny za wstęp. Trasy, którymi szedłem (zostały nagrane przez mojego GPSa) również poszły się paść, ale spróbuję je opisać jak najlepiej potrafię.

 

DOJAZD

Droga do miejscowości Cotahuasi jest bardzo długa ale można tam dojechać nawet prosto z Arequipy (nie mam pojęcia jak jest z częstotliwością; przez godzinę ścigałem się z autobusem łapiąc stopa na krótkie odcinki). Jeśli autobus do Cotahuasi jeździ raz na tydzień to można próbować z przesiadką w Aplao lub Chiquibamba.


WSKAZÓWKI DLA AUTOSTOPOWICZÓW

Ja standardowo jechałem autostopem z Arequipy i większych problemów nie miałem (o ile ktoś w ogóle jechał). Nikt nie pytał o pieniądze a ludzie byli bardzo przyjaźni. Droga początkowo prowadzi przez całkiem zacną zieloną dolinę (Corire – Acoy). Widok jest bajeczny gdyż dookoła jest jedna wielka pustynia, a w dolinie nie ma skrawka, gdzie nie rosłaby jakaś roślina. Nocą widok również potrafi zaskoczyć ilością świateł. Na tej drodze jest mnóstwo pomniejszych atrakcji takich jak park dinozaurów, ścieżki do chodzenia czy spływy kajakowe (właściwie raftingowe). Temperatura jest tam bardzo wysoka. Jeśli ktoś nie używa hosteli powinien pamiętać, że rzeka zawiera w sobie szary pył (to znaczy, że woda jest szara ale nie ze względu na ścieki a ze względu na glebę) i jest rwąca, ale ja się tam kąpałem i żyję. Dalsza trasa to ciągłe wspinanie się pod górkę i ubożenie terenu.

Autostopowicze powinni wziąć pod uwagę, że przejazd do miejscowości Cotahuasi wiąże się z pokonywaniem przez pare, może nawet parenaście kilometrów przewyższenia na wysokości 5000m u stóp trzech wuklanów. Warunki tam panujące są spartańskie i nierzadko można znaleźć tam śnieg. Utknięcie w takim miejscu bez odpowiednio ciepłych ciuchów może sprawić nam wiele kłopotów. Nie wspominając już o zdecydowanie mniejszej ilości tlenu i związaną z tym chorobą wysokościową. Utknąć można tam bardzo łatwo, gdyż ciężarówki często skręcają w prawo w okolicy tych wulkanów.

Nie mniej jednak jeździ tam całkiem sporo pickupów. Nie wiem czy ludzie ci są naukowcami czy jakimiś inżynierami, ale pracują na tym pustkowiu. Żaden z takich wozów nigdy mi się nie zatrzymał a dopiero gdy wyciągaliśmy jednego, który wpadł w poślizg i niemalże spadł po zboczu na prośbę mojego kierowcy ciężarówki pozwolili mi się przesiąść, gdyż jechali prosto do mojej miejscowości. (I weźcie potem nie miejcie strachu jadąc z takim i widząc 2 tysiące metrów zbocza.)

Nie sturlał się.

UTRUDNIENIA NA DRODZE (PORA DESZCZOWA)

Utrudnieniami na drodze są też zapadliska w porze deszczowej. Gdy dojechaliśmy tam pod wieczór okazało się, że droga jest zamknięta a otworzą ją dopiero rano. Gdy tydzień później wyjeżdżałem droga wciąż nie była w pełni przejezdna a ruch odbywał się wahadłowo. Mieszkańcy przywykli do takiego stanu rzeczy więc i my turyści musimy. KONIECZNIE TRZEBA O TYM PAMIĘTAĆ PLANUJĄC PODRÓŻ W TE REJONY Z MOCNO OGRANICZONYM CZASEM!!! Jeśli lubi ktoś znosić niewygody można przejść się jednym z wielu szlaków dla pieszych omijające owe zapadliska. W tej kwestii pomogą nam miejscowi (lub pracownicy stojący na straży zawalonej drogi). Ja dosyć ryzykownie schodziłem takim szlakiem po ciemku i w ulewnym deszczu. I jeśli na kimś nie robi to wrażenia to muszę zaznaczyć, że gdy zobaczy się miasto z góry drogi jest się w odległości 4km od niego, jednak droga prowadzi przez 30km, gdyż zawijasami trzeba zjechać z wysokości 4 tysiące metrów na niecałe 2 tysiące.

Na skróty tylko 4 kilometry.
A po drodze 30 km….

 

WODA

W całym kanionie Cotahuasi woda z kranu jest pitna. Wystarczy poprosić w sklepie lub w jakimś domu o kranówkę.
W miejscowości Cotahuasi na terminalu autobusowym jest kran, z którego bez problemu można nalać sobie wody. Jeśli to nie działa to można nalać w toaletach.
W miejscowości Quechualla również znajduje się kran z pitną wodą jednak gdy ja tam byłem nie było zaworu i tym samym nie mogłem sobie nalać.

Jeśli jednak ktoś chce kupić butelkowaną to 625ml kosztuje 2 sole (normalnie cena wody w Peru za 2l waha się od 2-4 soli = 0,7-1,1$).

 

JEDZENIE

Jeśli gdziekolwiek będzie odcięta droga (tak jak było w przypadku mojej wspinaczki do Pampamarca) nie uświadczycie nigdzie chleba więc trzeba się zabezpieczyć w Cotahuasi. Ceny posiłków oscylują w granicach 5-20 soli. To dosyć drogo jak na Peruwiańskie warunki (zwykle w Peru za ok 5 soli można mieć porządny dwudaniowy obiad).

Owoce w kanionie są względnie tanie, ponieważ mają tam plantacje (są to tereny skąd owoce rozchodzą się na całe Peru). Cena banana waha się w granicach 0,2-0,6 za sztukę w zależności od rodzaju przy czym najczęściej można kupić banana za 0,4 sola.
Do tego będziemy mijać tereny z winogronami, pomarańczami oraz owocami kaktusa. O ile całą resztę zrywalibyśmy nielegalnie o tyle kaktusy rosną wszędzie. Polecam jeść podczas wędrówki te owoce (tylko uważajcie na kolce bo wbijają się wszędzie i są niewidoczne).
Cena wina w Quechualla to 10 soli za pół litra.

Coca cola 0,5l w Quechualla to 3s.
Ceny pozostałych produktów też nie odbiegają od średniej Peruwiańskiej. Mały jogurt to koszt 0,6 sola a 5 bułek kosztuje 1 sol.
Najtańsze ciasteczka znajdziemy za 0,6 sola.

W każdym przypadku musicie uważać na sprzedawców cwaniaków, którzy widząc turystę podnoszą cenę. Zdarzało mi się wchodzić do sklepu i na wieść o cenie po prostu odwracać się mówiąc “to kupię obok bo jest taniej”. Wtedy zazwyczaj schodzili do ceny normalnej.

 

NOCLEGI

Praktycznie w każdym mieście są noclegi. Jeśli sami nie będziecie szukać to na pewno ktoś zapyta Was czy nie chcecie. Koszt to 10-30 soli, ale warunki będą takie jak 50 lat temu w polsce na wsi. W drodze między miejscowością Cotahuasi a Quechualla znajdą się na trasie dwa odosobnione gospodarstwa, które oferują nocleg czy to w namiocie czy to w domku wraz z jedzeniem.

Jeśli chodzi o spanie na dziko to nie ma większych problemów ze znalezieniem miejsca na namiot.

Dom lekarza, w którym zostałem za darmo ugoszczony.

 

COTAHUASI

Jest to główna baza wypadowa do kanionu. Małe miasteczko, które w okolicy ma lagunę Chaquicocha (nic specjalnego – mały staw, jednak fajne miejsce na wypoczynek) oraz punkt widokowy, który był zamknięty gdy tam byłem. Jednak warto przejść się na obrzeża miasta gdyż widok zapiera dech w piersiach.

Miasto również obfituje w pamiątki.

Stąd mamy dwie drogi. W górę rzek (są dwie rzreki, które tuż przed Cotahuasi się łączą) lub w dół.

Kościół, w którym zostałem ugoszczony.
Laguna.
Tak sobie żyją ludzie.
Lub tak.
U nas drut kolczasty u nich kaktusy.
Jedziemy z księdzem na misje!

 

PAMPAMARCA

Na pierwszy ogień poszedłem w stronę Pampamarca – czyli w górę. Jeszcze tydzień zanim tam przyjechałem był autobus z Cotahuasi, jednak droga uległa zawaleniu i wszyscy ludzie zostali odcięci od motoryzacji. Wykucie w tej skale nowej drogi trochę zajmie więc niewykluczone, że kiedy Wy tam dojedziecie będziecie zmuszeni chodzić wszędzie na piechotę lub korzystać z mototaxi.

NA PIECHOTĘ Z COTAHUASI

Jeśli ktoś wybiera się tam na piechotę to zaraz za terminalem idąc od strony centrum (gdy droga podprowadzi nas kawałek w prawo (po lewej będzie cmentarz) jest ścieżka po lewej stronie (mniej więcej zaznaczyłem ją na mapie). Możemy mieć wrażenie, że przechodzimy przez tereny prywatne ale nie ma się co obawiać. Idąc w dół tej ścieżki i kierując się w stronę rzeki dojdziemy do mostu. Za mostem należy iść ścieżką w górę aż dojdziemy do drogi. JEŚLI DROGA W DALSZYM CIĄGU JEST NIEPRZEJEZDNA TO: Na drodze skręcamy w prawo i przy pierwszym domostwie skręcamy w lewo w kierunku przełęczy. Powinniśmy znaleźć wydeptaną ścieżkę. Nie jest to łatwa trasa jeśli ma się ciężki plecak na plecach. Czasem jest na tyle stromo, że człowiek musi czołgać się w pionie! Nie mniej jednak jest ruch na trasie, gdyż mieszkańcy jakoś muszą przynosić żywność lub chodzić do szkoły.

Most z Cotahuasi na drogę do Pampamarca.
Tunel na pieszym szlaku.

Zaraz za przełęczą wyjdziemy na drogę tym samym omijając zapadlisko. Tam można kupić obiad za 15 soli = ok 5$ lub butelkę wody 625ml za 2 sole.
Schodząc z przełęczy kierujemy się w prawo, przechodzimy most i na skrzyżowaniu w prawo. Teraz już wzdłuż drogi dojdziemy do Pampamarca. Jeśli lubi ktoś iść krótszą trasą ale stromą niech szuka ścieżek, które przebijają się “na skróty” przez zawijasy. Niektóre wyglądają jak koryta strumyków. Jest to doskonała opcja na powrót (z góry zdecydowanie łatwiej jest je znaleźć).

Szlak
Z innej perspektywy. Fuczę jak lokomotywa a w górę trzeba iść.

Choć w Cotahuasi jest ciepło to w Pampamarca robi się bardzo zimno pod wieczór (oddychając puszczamy dymek). Jest to miejscowość o paręset metrów wyżej.

Noclegi można znaleźć od 10 soli ale nie oczekujcie tam ciepła czy wygód. Czas w tym miejscu stoi i nie zamierza iść przed siebie.

 

ATRAKCJE

  1. Nieziemski widok na góry! Takich pięknych szczytów nigdzie nie widziałem.
  2. Można wspiąć się na jeden z nich. Trasy są bardzo dobrze oznakowane.
  3. Punkt widokowy na wodospad Uskune.
  4. Gdzieś w okolicy znajdują się źródła termalne ale trzeba pytać miejscowych.
Domki w Pampamarca.
Widok na wodospad Uskune a w oddali widać wulkan, obok którego się przejeżdża.
Siadłem na kartonie a spod kartonu wyszedł skorpion…
Miasto Pampamarca i widok gór. Na te najbardziej wydziwione szczyty jest szlak.
Chmury zasłoniły widoki.
Punkt widokowy. Gotuję sobie obiad.
Niedaleko punktu widokowego jest kibelek.
Na narciarza level hard.

COCHAPAMPA

Miasto położone nieco niżej niż Pampamarca. Właściwie idąc od Cotahuasi tuż przed miastem jest punkt widokowy i to tyle.

Z Pampamarca prowadzi szlak. Będąc przodem do kościoła w Pampamarca skręcamy w uliczkę po prawej a następnie na drugiej w lewo. Dojdziemy do szlaku który poprowadzi nas prosto do Cochapampa. W pewnym miejscu będziemy musieli skręcić w prawo, żeby nie zejść komuś niepotrzebnie na działkę.

 

W DÓŁ KANIONU DO NAJGŁĘBSZEGO MIEJSCA

Idąc w dół kanionu będziemy mijali parę atrakcji, dlatego nie rozpisywałem tego na miejscowości. Zanim opiszę atrakcje chciałbym zaznaczyć, że idąc z Pampamarca można iść przez Mungui omijając Cotahuasi.O trasę trzeba pytać miejscowych. Ja musiałem targać przez przełęcz ponieważ ze względu na zawaloną drogę nikt nie miał chleba a sklepy powoli wyprzedawały produkty.

Trasa prowadzi wzdłuż ubitej drogi, a na skrzyżowaniach znajdują się tabliczki więc trasy nie trzeba tłumaczyć.

Gdzie tylko jest płaski teren ludzie tworzą swoje pastwiska lub pola uprawne.
Wyjątkowy domek z wyjątkową palmą – jedyną w okolicy.

Pierwszą atrakcją na naszej drodze będzie wodospad Sipia. Bardzo kolorowe miejsce. Skały w tamtych okolicach przybierają przeróżne kolory. Sam wodospad ma całkiem niezłą jak na tamte strony infrastrukturę (czyli po prostu punkt widokowy i wydzielone ścieżki). Było to całkiem dobre miejsce na namiot, aczkolwiek trzeba wybierać je z głową, gdyż góry są bardzo kruche i w przypadku deszczu możemy znaleźć się pod kupą kamieni.

Wodospad Sipia widziany od tyłu.
Wodospad Sipia.
Wodospad Sipia. Jeszcze trochę leci w dół.

Idąc dalej w dół rzeki (mniej więcej do 2 km od wodospadu) znajdziemy się według mnie w najpiękniejszym miejscu w kanionie. Kolorowe skały i naprawdę głębokie przepaście dają niezapomniany widok.

Kolorowe ściany i droga wzdłuż kanionu.
Ciemno się robi a ja idę przed siebie.

Następnie ukaże nam się płaski teren z wioską. Jest tam bardzo zielono. W dzień widok nie zrobił na mnie wrażenia, ale gdy szedłem tam w nocy przy blasku księżyca widok zaparł mi dech w piersiach. Jest tam mnóstwo kaktusowych plantacji. Kaktusy można kupić prosto od mieszkańców ale jak już wspominałem, jest tam pełno bezpańskich kaktusów więc nie warto. Jeśli jest tam możliwość kupna kaktusowego wina to koniecznie kupcie! Z resztą zwykłe wino też jest bardzo dobre, ale winogronowe winiarnie są nieco dalej w okolicach Velinga. Idąc tam pod wieczór (ok 19-21) balujący miejscowi uraczą nas kubeczkiem wina. Właściwie każda grupka zebrana przy każdym miajnym domu będzie częstowała winem. Musiałem się nieźle pilnować gdyż miałem nieco trasy przed sobą, a zejście z drogi skutkowało zleceniem kilkudziesięciu metrów w dół do rzeki.

Zaraz za wioską jest “Bosque de cactus Judiopampa” – czyli las ogromnych kaktusów. Poczujemy się jak w filmach na dzikim zachodzie.

Kaktusowy las
A na szczytach Kaktusowi strażnicy.
Wioska z której nie wyszedłem trzeźwy.
Ogromnych kaktusów nigdy za wiele.

Kolejną atrakcją będzie muzeum wina w Velinga – nie byłem więc nie wiem jak to wygląda, ale znaki nas poprowadzą od głównej drogi.

I takim sposobem dojdziemy do Quechualla. Czyli ostatniego miasta dokąd dojeżdża jakikolwiek transport. Samo miasto to kilka domów ze swoimi sadami. Ciekawa koncepcja miasteczka sprawi, że poczujemy się jakby czas zatrzymał się kilkaset lat temu.

Czas się zatrzymał….
O poranku w stronę Quechualla.
Ubita droga wzdłuż kanionu.
Ruiny czyjegoś domu. Mnóstwo tam tego typu atrakcji.

 

NAJGŁĘBSZE MIEJSCE W KANIONIE

Miejsce, na którym kompletnie się zawiodłem. Nie było tam wysokich stromych skał. Były po prostu góry (które nawet nie wyglądały jak wyrzeźbione przez wodę) a w dolinie płynęła rzeka. Śmiem twierdzić, że ktoś policzył wysokość między dnem koryta rzeki a najwyższą górą będącą zaraz przy rzece i tak powstało najgłębsze miejsce, choć te góry wcale tak wysokie się nie wydawały. Być może nie widziałem sporo ze względu na względnie wysoki poziom wody o tej porze roku, ale to nie mogło być o wiele głębsze.

Moje wyobrażenia były takie jak odcinek zaraz za wodospadem Sipia, gdzie jechałem drogą a paredziesiąt (lub nawet set) metrów niżej stromej ściany z dwóch stron miałem rzekę.

Z wyżej wymienionych powodów przeszedłem z 5 kilometrów za daleko szukając takich ścian a ryzykowałem przy tym życie wspinając się po pionowych ścianach i stosunkowo luźnych kamieniach myśląc, że idę zarwaną przez ulewne deszcze ścieżką. Dwie godziny takiego przebijania się były tylko po to by po kolejnych dwóch w drodze powrotnej znaleźć tabliczkę z napisem:

 

HACIENDA USHUIA
NAJGŁĘBSZE MIEJSCE W KANIONIE
3517m

 

JAK DOTRZEĆ DO NAJGŁĘBSZEGO MIEJSCA?

Należy wyjść z miasta Quechualla. Jak? No właśnie.. Nie pamiętam a zapisana trasa utopiła się wraz z telefonem, ale miejscowi pomogą (można jeszcze użyć aplikacji MAPS.ME na telefon gdzie jest pokazana ścieżka poza miasteczko). Plus jest taki, że jest tylko jedna ścieżka za miastem więc można kieorwać się w kierunku przeciwnym z którego się przyszło. Następnie gdy przejdziemy most idziemy wzdłuż rzeki Cotahuasi (w lewo, w dół rzeki). Będziemy musieli przekroczyć małą rzekę (lub jej koryto w porze suchej) i iść dalej wzdłuż głównej rzeki. Częściowo będziemy przechodzić przez teren prywatny ale głównie będziemy szli po terenie, który przy bardzo wysokim stanie rzeki jest zalany. Ostatni etap będzie już całkowicie przez czyjąś posesje. Znajdziemy tam nawet białe strzałki wymalowane na kamieniach. Tuż przed kolejną małą rzeką skierujemy się ku brzegu głównej rzeki i tam w dole powinna leżeć tabliczka. Jeśli ktoś ją naprawił to powinna być w bardziej widocznym miejscu. W miejscu, w którym ja ją znalazłem znalazła się prawdopodobnie z powodu tegorocznych nadmiarowych opadów.

Ten mały dopływ (wraz z wodospadem) to całkiem fajne miejsce na odświeżenie się po długiej wędrówce.
Jakby ktoś pytał – nie trzeba nikomu nic płacić. Jest ZA DARMO.

Pod nogami.
Przede mną.
I od drugiej strony. Czyli poszukiwanie najgłębszego miejsca nie tam gdzie trzeba.
Tablica informująca o najgłębszym miejscu w kanionie. I po co ja szedłem z 5 kilometrów za daleko.

POWRÓT QUECHUALLA – COTAHUASI

W ciągu dnia jeżdżą dwa autobusy. Jeden o godzinie 9 a drugi o 16. Miejscowych nie ma co pytać, o godziny bo co kolejny to podawał mi inną godzinę a każda była zła. Być może podawali mi odjazd swoim autem, ale wątpię. Autobus jedzie ponad dwie godziny. To niby tylko 40km ale jednak pod górkę oraz po wąskiej i kamienistej drodze.

KOSZT: 7 soli.

Niestety nie pamiętam godzin wyjazdu z Cotahuasi w kierunku Quechualla, ale autobus robił pętle nie zwlekając zbyt długo więc myślę, że spokojnie można założyć, że odjeżdża z Cotahuasi o 6 i 13.

 

PODSUMOWUJĄC

Warto odwiedzić ten kawałek ziemi i nawet wybrać się na marsz. Trasa jest dosyć długa, ale jadąc autem czy autobusem nie zobaczymy tylu rzeczy, które widzimy idąc. Marsz w kanionie przy blasku księżyca też jest godny polecenia. Nie ma tam niebezpiecznych zwierząt więc nie trzeba się o nic martwić.
Mój marsz z Pampamarca przez przełęcz (na której zeszło mi ze 2 może 3 godziny – to na prawdę z 20kg plecakiem daje wycisk; bez plecaka z resztą też da się we znaki), Cotahuasi aż do Bosque de cactus Judiopampa zajał mi 14 godzin z czego 1h to były przerwy. Trasa ma ok 40km i jest to mój osobisty rekord w marszu przez góry (poza przełęczą i podejściem do Cotahuasi trasa niemalże cały czas idzie w dół lub nieznacznie w górę).

Ludzie spotykani na trasie bardzo różnią się od tych spotykanych w miejscach mocno turystycznych. Są uśmiechnięci, każdy zagada a jak trzeba pomóc to bezinteresownie pomoże. Atmosfera tam panująca napawa radością nawet kiedy idzie się już 14 godzinę a nogi próbują stanąć w miejscu.

Co najważniejsze to fakt, że póki co zwiedzanie kanionu jest za darmo (w przeciwieństwie do kanionu Colca), wykorzystajmy to zanim ktoś znowu wpadnie na genialny pomysł zarabiania pieniędzy.

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *