#42 Jezioro Titicaca

Jezioro Titicaca to najwyżej położone jezioro żeglowne świata i trzecie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej. Znajduje się na wysokości około 3800 m.n.p.m. a stojąc u jego brzegów ciężko dostrzec drugi brzeg. Jego powierzchnia jest niewiele mniejsza od województwa opolskiego – to robi wrażenie.

Zamieszkują tam głównie indianie Keczua (Quechua) oraz Ajmara. Samo jezioro do dziś jest wielką archeologiczną zagadką a wszystko to za sprawą pobliskiej budowli Tiahuanaco (czyt. Tiłanako lub tiłanaku) – czyli dużo bardziej doprecyzowanego Stonehenge. Legendy głoszą zalanie wielkiego miasta starożytnej cywilizacji Tiahuanaco i coś w tym może być, gdyż w 2000 roku zostały odnalezione podwodne ruiny świątyni. Nic dziwnego, wszakże teren ten cały czas ulega przebudowie dzięki ruchom tektonicznym ziemi a Andy wciąż rosną. Krążą nawet hipotezy, że ten płaskowyż położony na prawie 4 tysiącach metrów leżał o… 4 tysiące metrów niżej i był morską zatoką. Wskazywać na to miałyby różne żyjątka typowe dla morskich terenów. Nasz dzisiejszy kandydat leży na terenie dwóch państw – Boliwi i Peru.

 

COPACABANA

Głównym i właściwie jedynym ośrodkiem w części Boliwijskiej jest miasto Copacabana. Przypomina ono jakiś polski nadbałtycki kurort. Jest małe, roi się tam od turystów a tam gdzie turyści są i stragany, hotele i cała masa turystycznych udogodnień. Np. przechowalnie bagażu za 5bs (no chyba, że zapytamy w hostelu to zaśpiewają 10bs). Nie może też zabraknąć sanktuarium oraz drogi krzyżowej, której przejście na takich wysokościach do łatwych nie należy. Ze szczytu drogi krzyżowej rozpościera się widok na ogromne jezioro, gdzie w oddali zobaczymy “Isla del sol” (Wyspę słońca) oraz “Isla de la luna” (Wyspę księżyca). Krąży pogłoska, że na tej pierwszej zaczęła się Inkaska kultura. Z resztą wciąż jest miejscem kultu dla indian, za to dla turystów jest miejscem gdzie mogą zobaczyć inkaskie zabytki.

Kościół w Copacabanie
Nie mogło zabraknąć też panów od fotografii, którzy za drobną opłatą zrobią zdjęcie i od razu wydrukują.
W oddali Isla del Sol

Na całkiem długiej plaży można wypożyczać łodzie za ok 25 boliwianów (ok 3,5$) w jedną stronę na wyspę oraz, gdyby komuś zimno wody nie przeszkadzało, można wypożyczać również rowerki wodne czy inne strusie by popływać po akwenie. Na wyspie tej jest co zwiedzać i jest organizowanych wiele wycieczek. Praktycznie w każdym domu od centrum do plaży możemy kupić jakąś wycieczkę a jakby tego było mało na plaży stoją budki gdzie też stoją ludzie i zapraszają do wzięcia udziału w niezapomnianej przygodzie życia.

Do Copacabany można dojechać z La Paz za 20bs lub 25bs (ok 3-4$). Podróż, choć to tylko 150km zajmie nam autobusem od 4 do nawet 6h w zależności od warunków pogodowych oraz ilości aut w mieście. Należy pamiętać, że w międzyczasie wysiada się na prom, za którego dodatkowo trzeba zapłacić 1bs. Moi znajomi wydali wszystkie pieniądze i zanim się zorientowali o co chodzi to autobus już odbywał swoją podróż na swoim promie. Na szczęście ludzie, którzy kiedyś wpadli tak samo jak oni pomogli im. Jazda autem lub minibusem niekoniecznie musi się z tym wiązać choć podczas mojej jazdy autostopem zostałem wyproszony na ten czas z auta.

Tam gdzie pełno ludzi tam jest i biznes. Zdjęcia z lamami czy jedzenie to standard.
Bilet na prom
Prom dla pasażerów, promy dla pojazdów a w tle druga część miasta, z którego wypływamy.
W środku promu.

A skoro już o autostopie mowa to wydostawanie się z La Paz nie należy do łatwych. Mnóstwo samochodów się zatrzyma, ale będą chcieli pieniądze. Ludzie w akcie troski i niezrozumienia autostopu będą kierowali nas na przystanek. Nie znaczy to, że się nie da – ja zrobiłem, więc i Wy dacie radę.

 

PUYO

Puyo to turystyczny ośrodek nad jeziorem po stronie Peruwiańskiej. Miasto z paroma starymi budowlami i muzeami (niektóre są darmowe) oraz punktami widokowymi z wielkimi zwierzętami. Podobnie jak w Copacabanie i tutaj wspinaczka (a już tym bardziej z 20kg plecakiem) da się we znaki.

Puyo i jezioro Titicaca.
Jeden z wielu ryneczków w Puyo.

Na rynku zostaniemy zahaczeni przez sprzedawców wycieczek. Głównym punktem wypadowym są wyspy Uros. Czyli pływające wyspy zbudowane z trzciny. Koszt wycieczki to 10 soli (ok 3$) za prom oraz 5 soli (ok 1,6$) (lub dla peruwiańczyków 2,5 sola) a jeśli lubicie ryzyko można wejść do jednego z biur podróży (a jest ich mnóstwo w okolicy portu) i kupić wycieczkę za 10 soli lub 12,5 sola. Jedyny problem z biurami podróży jest taki, że strażnik wskazujący, na który prom mamy wejść krzywo na to patrzy, ale i tak przepuszcza (przynajmniej mnie przepuścił). A na wyspach i tak nikt nie sprawdza wejściówki – choć jest tam wydzielony “port” do tego celu.

Przewodnik na wyspach Uros
Wyspa, na którą nas przywieźli.
Środki obrazujące jak wyspa jest zbudowana i jak kręci się życie na niej (jak widać technologia wypsy idzie do przodu i mają panele słoneczne).
Typowy ubiór kobiet na wyspach.
Inny domek od środka.
Typowe trzcinowe łódki mieszkańców wysp Uros w wersji pamiątkowej.
Wersja na żywo.
W środku mieszkania.
Wypatruję zagrożeń.
Brama wejściowa.
Rzut z góry na stolicę.
Ceny jedzenia na stolicowej wyspie (3,2=1$).
A stąd mają rybki do restauracji.
Codzienne życie na wyspach Uros.
Taka tam studnia

Kibelki (jak traficie przypadkiem na miejscowego to będzie chciał pieniądze za usługę ale… wystarczy przyjść jak se pójdzie).
Kolejna wyspa
Technologia satelitarna z czasów imperium Inkaskiego.

Po przybiciu do jednej z wysp dostaniemy przewodnika, który opowie nam o wyspach. Czyli jak to politycznie działa, jak je robią, jak to było kiedyś, dlaczego i wiele innych. Jedynym problemem jest język hiszpański. W innym nie mówią. Później pozwolą nam zwiedzić swoje mieszkanka i będą namawiać do kupna pamiątek oraz rejsu na ich typowych łódkach na inne wyspy. Całość brzmi fajnie ale gdy nie chcecie nic kupić to potrafią dać znać, że jesteś białym bogaczem i masz coś kupić. Będą nawet schodzić ceny za łódkę – cena normalna to 10 soli ale w ostateczności chcieli wziąć za 5 soli. Będą mówić, że trzeba długo czekać bo godzinę albo dwie, bo oni muszą czekać na tych co zwiedzają wyspy tymi łódeczkami a później okaże się, że przepłyniecie dokładnie na tę samą wyspę waszym metalowym promem co te same osoby, które płynęły trzcinową łódeczką. Wtedy stanie się jasne, dlaczego tak bardzo namawiali na skorzystanie z tej łódki.

Niestety takie jest peru w miejscach turystycznych. Będą za wszelką cenę wyciągać od Was pieniądze za bycie białym. Czy to w sklepach dając wyższe ceny, czy to za usługi. Mnie na rynku spotkał naganiacz, który za tę samą wycieczkę chciał 40 soli. Chwalił się polskimi słowami i był mega miły ale… to wciąż 2,5 raza więcej niż płynięcie na własną rękę a oferował dokładnie to samo. To zabiera poczucie smaku w podróży do zwiedzania takich miejsc.

Na wyspach dodatkową atrakcją jest spędzenie nocy. Jest miejsce na namiot i pełno młodych więc dla wielu może być to świetna atrakcja.

Miejsce noclegowe

Przy Puyo jest jeszcze parę innych wysp. Dotarcie do nich jest już droższe, ale o wszystkim dowiecie się w bardzo dobrze poinformowanej informacji w centurm, gdyż ja już tych cen nie pamiętam (oscylowały około 7-20 soli – 2-7$). Na wycieczkę po nich trzeba liczyć nieco więcej niż jeden dzień ze względu na czas płynięcia promu.

Tak na prawdę spędzenie nocy na jakiejkolwiek wyspie wiąże się z uprzejmością lub przedsiębiorczością mieszkańców, u których się mieszka.

Ciekawostka:
Autobus Puyo – Juliaca kosztuje 2 sole.
Autobus Juliaca – Arequipa: 70 soli.

 

INNE MIEJSCA

I na tym mógłbym skończyć wywód, ale po drodze będziecie mijali wiele pomniejszych miast czy atrakcji rozłożonych dookoła jeziora. Będzie miasto założone przez konkwistadorów, czy też miasta inków z kolejnymi ruinami. Szału nie ma bo są to atrakcje w stylu Gichta (stara huta Waleska) w moim mieście Żory, dlatego też nie będę rozpisywał się o nich, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to w informacji turystycznej w centrum Puyo zostaną nam udzielone wszelkie niezbędne informacje. Dookoła znajduje się też wiele szlaków wędrownych, którymi przechodzili niegdyś Inkowie, więc dla fanów trekkingu też coś się znajdzie.

Na koniec dodam, że wszyscy, których spotkałem narzekali na zimno w okolicach jeziora (a byli tam w lato). Faktycznie 4 tysiące metrów nad poziomem morza przy ogromnym zbiorniku wodnym nie rozpieszczają w nocy (w dzień kiedy wyjdzie słońce można chodzić w krótkim rękawku), ale miałem okazję spędzać znacznie mroźniejsze noce. W każdym razie bądźcie przygotowani na zimno!

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *