#3 Pierwsze dni w Ste. Maxime

W Niedzielę standardowo poszliśmy do kościoła. Mszę odprawiał Kongijski ksiądz. Wyjechał z Konga do Francji na studia ale obiecał sobie, że wróci do swojego państwa. Podobno próbowano go przekonać, że tutaj we Francji będzie miał lepsze życie, ale uznał, że jego kraj potrzebuje pomocy i on będzie tam pomagał. Piękny gest przywiązania do swojej ojczyzny.

Kościół, w którym odbywała się Msza, również był dla mnie nowością. Był zbudowany według bardzo ciekawej koncepcji. Nie wyróżnia się rozmiarami – jest po prostu małym kościółkiem, albo większą kapliczką (zamykaną zimą). To co w nim wyjątkowego to „otwierany ołtarz”. A dokładniej otwierane drzwi znajdujące się za ołtarzem dzięki czemu wystarczy stanąć po przeciwnej stronie ołtarza i już można odprawiać mszę dla ludzi siedzących na dworze. Bardzo ciekawa i oryginalna koncepcja.

Historia kościoła też niczego sobie. Podczas wojny Amerykanie wyzwalali Francję zrzucając bomby na wybrzeże Francuskie. Pech chciał, że nie sprawdzali gdzie są cywile a gdzie okupanci i bombardowali jak leci. Wiele osób zginęło tego dnia. Jednak ostały się dwie osoby – matka i syn. I to oni w podzięce za życie wybudowali na swoim terenie ten oryginalny kościół. (Mam nadzieję, że nie przekręciłem historii.)

***

Kolejnego dnia miałem za zadanie skosić trawnik i zrobić porządek z chwastami i trawą w ogródku. Jako iż ten dom jest wynajmowany to trzeba być ostrożnym, żeby nie przeszkadzać wczasowiczom (a kosiarka na moje ucho jest głośna). Najważniejsze jest to, żeby oni mieli spokój i czuli się dobrze – wszakże tylko wtedy wrócą tu za rok. A jeśli nie to przynajmniej wypoczną.

Ale bez obaw. Iwona jest bardzo pogodną i pozytywnie nastawioną kobietą, która dba o wszystko. Wystarczy krótka wymiana zdań o poranku i od razu ma się świetny humor przez cały dzień.

No chyba, że popsują się słuchawki, które specjalnie kupowało się na ten wyjazd.. Otóż kupiłem sobie KZ ED9, bo miały mieć świetny dźwięk. Oczywiście dźwięk jest bardzo dobry ale niestety po miesiącu użytkowania przestała działać mi jedna słuchawka. Na moje nieszczęście odsyłanie do Chin i reklamacja zajmą lekko licząc około miesiąca (chyba, że chińczyki coś wymyślą innego). Nie jest to dla mnie dobra informacja, dlatego za zarobione pieniądze (o ile takowe się znajdą, a póki co mój budżet wynosi 4 euro – te od Litwina) będę musiał kupić sobie jakieś słuchawki najlepiej z mikrofonem (o ile uda mi się zarobić gdzieś jakieś pieniądze). (Nie pomyliłem się. Będę MUSIAŁ ponieważ bez muzyki jak bez nogi – da się przeżyć ale jest ciężko.)

Napisałem szybko do sklepu, a oni mi odpisali, że mam im wypełnić formularz, przesłać etykietę listu (której nie mam bo ją dawno wywaliłem) i przesłać film. Byłem bardzo poirytowany tym filmem. Po kiego grzyba jest im potrzebny film niegrającej jednej słuchawki!? Jak mam im to nagrać i przedstawić!? Dałem upust irytacji w kolejnym mailu na którego odpisali mi, że muszą mieć udokumentowane to co nie działa. Z jednej strony ich rozumiem ale z drugiej…

Suma summarum wymyśliłem jak im to nagrać i teraz czekam na odpowiedź.

***

Poza tym byliśmy w Ste. Maxime pozwiedzać miasto. Bardzo schludne miasteczko, ale niema co się dziwić – w końcu to kurort nad Lazurowym Wybrzeżem.

W mieście tym znajduje się całkiem pokaźnych rozmiarów marina i ciekawy park. Park, w którym jest ekskluzywna restauracja. Z restauracji oczywiście nie skorzystaliśmy, bo wyjechalibyśmy stąd jako zadłużeni bankruci, ale park został zwiedzony. Trochę przypomina mi to dworek w Pszczynie, tylko ze sto razy mniejszy, nieco bardziej ogarnięty, z palmami i w bardziej rozbudowanym mieście.

Poza tym są bardzo widoczne akcenty wojenne takie jak armaty i lodowy pomnik. Na lodowym pomniku wszystko jest napisane po francusku więc zrozumiałem tylko słowo opór i datę: 15 grudzień 1941 roku. Wiem, że Francuzi są bardzo obrażeni na Wielką Brytanię, ale bez przesady – może też chciałbym im współczuć! A tak nie za bardzo mogę, bo „je ne comprends pas” po francusku… Wystawili sobie pomnik i najwidoczniej nie chcą się nim podzielić ze światem.

Poza tym Marek (syn Iwony) miał do odbioru nagrodę w jakimś konkursie. Podjechaliśmy wiec do merostwa, ale niestety było zamknięte. Mimo to zobaczyliśmy tam ciekawą rzecz.

***

Jak wiecie, Francja jest laickim krajem. Wręcz bardzo laickim krajem. O religii w szkole nie ma nawet co myśleć – i słusznie. Sam uważam, że te lekcje powinny być prowadzone gdzieś przy kościele i być dla chętnych poza lekcjami.

Na moje lekcje religii w liceum chodzili nawet ateiści, ale to wszystko za sprawą ks. Rafała Borkowego i ks.Janusza Kopcia (czy po prostu Kopeć). Lekcje były prowadzone na naprawdę fajnym poziomie i co najważniejsze każdy mógł mieć własne zdanie i mógł swobodnie je wypowiadać, oraz dyskutować na ten temat z innymi w klasie.

Wracając do tematu: trzeba było wymyślić coś innego. Coś co będzie zgodne z prawem i przyciągnie do siebie uczniów. Jeden ksiądz wymyślił taki oto czerwony autobus, w którym jest kawiarenka i można swobodnie porozmawiać z księdzem w czasie przerwy czy katechezy. Genialny pomysł.

DCIM100MEDIA
Katechoautobusik

***

Skoro już jesteśmy przy temacie szkolnictwa we Francji to napomnę, krótko o systemie. We Francji dziecko idąc do przedszkola w wieku 3 lat ma zakładany zeszycik. W tym zeszyciku jest notowane wszystko na temat ucznia – czy się dobrze uczy, czy rozrabia, czy ma z czymś problemy i wiele wiele innych. Nie daje to żadnego pola do manewru rodzicom, jeśli zdecydują, że dziecko nie jest gotowe na pójście do szkoły w tym czy innym wieku.

Niestety taka książeczka ciągnie się za takim uczniem przez lata, przez co nigdy niema „białej karty”. Zawsze jest naznaczony tym, że coś mu nie szło kiedy miał 3 lata. Kiedy miał wiek, kiedy dziecko nawet tyłka nie potrafi sobie podetrzeć i panować nad wieloma rzeczami. Makabra.

Oczywiście dzieciak może nie zdać roku w PRZEDSZKOLU! Załóżmy, że nie ma gdzie spać popołudniu (podparcie głowy na rękach na ławce się nie liczy) i rodzic chce go zabrać na ten czas do domu – nie może, bo dzieciak nie zda…

Musi to być smutne i stresujące dla dziecka.

Do tego organizowanie wycieczek we Francji wiąże się z wypełnianiem całych plików dokumentów, przez co wielu nauczycieli nic nie organizuje. Ehh ta biurokracja…

***

Całość pracy z koszeniem i chwastami przeciągnęła się również na kolejne dwa dni. We wtorek wstałem o 6 żeby coś zrobić przed wysysającym życie jak dementor słońcem, a później skoczyliśmy do sklepu. Po powrocie wróciłem do pracy, ale słońce dawało się we znaki wiec poczekałem na wieczór. W międzyczasie oczywiście standardowy plan dnia, czyli spacery, morze, granie, śpiewanie i lekcja hiszpańskiego.

Tego dnia zaproponowałem Markowi, że pouczę go węzłów i grania piosenki Let her go od Passengera, gdyż ta bardzo mu się spodobała. Zaczynamy od jutra! (A właściwie już od dzisiaj.)

***

I na koniec: pewnie wielu z was ciekawi co z imigrantami. Szczerze to jeszcze nie widziałem żadnego i z żadnym nie miałem problemów. Wiem, że w większości przypadków byłem w hermetycznym tunelu nazywanym autostradą, ale mimo wszystko – Francja i inne kraje, przez które przejeżdżałem wydają się być spokojne.

We Francji mimo zamachów toczy się normalne życie a ludzie nie wydają się być przestraszeni. Niekiedy odwołają większą imprezę, ale jak widać na tym koniec. Może później coś się dowiem więcej to napiszę.

***

Myślę, że w miarę możliwości będę pisał częściej ale krócej (o ile będzie co pisać bo z pewnością będą dni, a może i tygodnie, które będą wyglądały tak samo). (Nie będzie to regularne, bo wiele zależy od podróży i tego co się wydarzy, ale jak tylko będę miał czas i możliwości to coś napiszę i wrzucę.) Będzie się Wam lepiej czytało (bo kto chce czytać długi wpis o tym jak się przeprawiam przez europę?) a blog nabierze bardziej charakteru dziennika. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się napisać książkę, która będzie ładnie ubrana w słowa i będą tam opisane ciekawe historie. Ale to kolejne marzenie, do którego będę dążył.

A i jeszcze jedno:
„Podróżujemy nie po to, żeby uciec przed życiem, a po to, żeby to życie nie uciekło nam.”
Taką piękną sentencje znalazłem dziś w wywiadzie z Markiem Kramarczykiem i niech ona mi towarzyszy przez całe życie!

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *