1# Przygotowania do podróży – lekarz, szczepionki, choroby i inne zagrożenia

***Jeśli interesują Cię konkrety to przejdź od razu do nagłówka, który Cię interesuje. A jeśli chcesz poczytać to zapraszam od początku.***

Dziś (to znaczy tydzień temu kiedy zacząłem pisać tego posta) byłem u lekarza medycyny podróży i chciałem podzielić się z Wami swoimi wrażeniami. O wrażeniach portfela mógłbym napisać, ale nie chcemy tutaj opisywać traumatycznych przeżyć więc tę część opowiadania odłożę na kiedy indziej. Do tego chciałbym tu napisać swoje przemyślenia i to o czym muszę pamiętać, żeby zrobić przed podróżą, dlatego podzieliłem ten wpis na kilka części. Są to:

  • wstęp
  • szczepionki
  • malaria
  • inne choroby
  • zwierzęta
  • ludzie
  • pozostałe
  • podsumowanie
  • przydatne

 

WSTĘP

Zacznę trochę filozoficznie. Czym jest zdrowie? Czy warto ryzykować, czy lepiej wykorzystać wszelkie możliwości zabezpieczenia się? A może część możliwości (szczególnie tych kosztownych) odstawić na bok i postawić na profilaktykę?

Na te pytania musiałem sobie odpowiedzieć. Szczerze powiedziawszy nie było to dla mnie łatwe. Niby mam pieniądze odłożone na takie rzeczy, ale lepiej mieć pieniądze niż ich nie mieć – chociażby dlatego, żeby po powrocie kupić sobie motocykl albo kursy, które przydadzą się do pracy albo żeby mieć na nagłe sytuacje za które będę musiał sam wyłożyć bo ubezpieczyciel nie będzie chciał oddać lub zwróci, ale dopiero po jakimś czasie. Jednak czy warto dla paru stówek ryzykować plucie sobie w brodę na drugim końcu świata podczas leżenia na łożu śmierci?

Nie chcę wprowadzać tutaj atmosfery grozy. Po prostu z takimi pytaniami muszę się zmierzyć podczas planowania nieplanowanej podróży. Nie warto myśleć, że na każdym kroku możemy zginąć, ale warto mieć pojęcie o zagrożeniach. W Polsce też jest wiele chorób, o których połowa z nas nie wie, a które są śmiertelnie groźne. Przecież ugryzienie kleszcza może doprowadzić do śmierci. Kichnięcie kolegi też. Ugryzienie psa sąsiada czy zadrapanie kota też. Nie wspomnę o zatruciu jadem kiełbasianym. Tak samo tam – nie trzeba się bać, tylko wiedzieć jak zareagować w pozornie bezpiecznej sytuacji. Póki co piszę oczami teoretyka – podróż zweryfikuje co z tego, co tu napiszę, jest realnym zagrożeniem.

Przejdźmy do rzeczy: byłem dziś w przychodni Mark-Med w Katowicach. Wizyta kosztuje 130 zł chyba, że po wizycie kupuje się szczepionki – wtedy wizyta jest bezpłatna. Niestety ceny szczepionek są wyraźnie wyższe niż w innych miejscach, w których sprawdzałem, ale tragedii nie ma (żółta febra i dur brzuszny kosztują kolejno 205 i 245, przy czym w Wojewódzkiej Stacji Sanitarnej do 30 czerwca tego roku ceny za te szczepionki wynoszą 180 i 205 zł a od 1 lipca ceny rosną do 200 i 220 zł za szczepionkę). Informacja o tym, że w razie szczepień wizyta jest bezpłatna przekonała mnie – potrzebowałem leku na malarie, a zwykli lekarze albo nie mogli albo nie chcieli mi na taki lek przepisać recepty, więc u kogoś za wizytę musiałbym zapłacić.

Wspominam o tych dwóch szczepionkach ponieważ na nie byłem zdecydowany – choć dur brzuszny jeszcze mnie zastanawiał. Pewniakiem była szczepionka na żółtą febrę – bez niej mógłbym mieć problemy poruszając się po krajach Ameryki Południowej.

Nie mam porównania z innymi lekarzami medycyny podróży, ale ten wykazywał się ogromną wiedzą i profesjonalnym podejściem. Zwracał uwagę na wiele ważnych rzeczy i opowiadał o nich. No i przede wszystkim był otwarty na pacjenta i pytania.

Rozmawialiśmy 1 godzinę i 15 minut. Czas ten zleciał bardzo szybko. Pewnie za sprawą bombardujących mnie informacji. Czego dowiedziałem się od lekarza? A właściwie: czego nowego dowiedziałem się od lekarza? Z nowych rzeczy dowiedziałem się jakich leków (głównie chodzi o antybiotyki) używać podczas różnych chorób na miejscu i czym są meningokoki oraz leiszmanioza. Tymi dwoma ostatnimi się nie interesowałem – o meningokokach czytałem, ale w spisach była tylko jako „rekomendowana dla niektórych podróżnych” i to w dodatku w niektórych krajach Afryki i Azji, wiec uznałem że mnie nie dotyczy. Lekarz jednak zalecił szczepionkę (mówił, że każdemu zaleca), ze względu na łatwość przenoszenia się choroby (np. poprzez kichnięcie lub jedzenie w kilka osób z tych samych naczyń i dostanie się zakażonej śliny do naszego organizmu). Choroba w ciągu 24h może stać się śmiertelna. A o leiszmaniozie nawet nie słyszałem – choć tego samego dnia co szczepienia kolega mi o niej opowiadał, więc na pewno bym o niej przed wyjazdem usłyszał.

I to tyle? Godzinę u niego siedziałem i tylko tyle nowych rzeczy się dowiedziałem? Tak. Tylko tyle, bo całą resztę można wyczytać w internecie. W takim razie po co do niego szedłem? Liczyłem na cud, jakieś tajemne informacje? Nie. Zdawałem sobie sprawę z tego co usłyszę, jednak recept na antybiotyki i leki przeciw malarii sam sobie nie wypiszę. Może wyszedłem na tym jak Zabłocki na mydle, ale jeśli ma się możliwości to chyba warto się zabezpieczyć. Wiadomo, że ryzyko zachorowania na niektóre choroby (np. meningokoki) i zgon jest bardzo małe, ale może się przytrafić, a ja przecież chcę wrócić i opowiadać dzieciom i wnukom o swoich podróżach (patrz lista marzeń 🙂 ).

Zanim przejdę do rzeczy chciałbym Cię poinformować, że na samym końcu wpisu daję linki do przydatnych stron. A no i najważniejsze – informacje, które tutaj zamieszczam są przeze mnie sprawdzone na różnych stronach, ale źródło źródłowi nie równe, a co za tym idzie – mogłem skorzystać z niewiarygodnego źródła i się nie kapnąć. Ja lekarzem ani nawet studentem medycyny nie jestem, wiec do niektórych naukowych płatnych encyklopedii nie jestem w stanie zajrzeć. Dlatego jeśli zgłębiasz temat to traktuj ten wpis jako moje przemyślenia i przygotowania oraz jako bazę zagadnień bardzo pobieżnie omówionych, o których mogłaś/eś nie pomyśleć przed planowaniem swojej podróży, a które warto zgłębić.

 

SZCZEPIONKI

Przed przyjściem zastanawiałem się nad następującymi szczepionkami:

  • Cholera – choroba, która swego czasu dziesiątkowała Europę. Jej roznoszenie odbywa się drogą pokarmową głównie poprzez wypicie skażonej wody, rzadziej poprzez jedzenie.  Żeby nie zachorować wystarczy myć ręce, pić najlepiej przegotowaną wodę z pewnego źródła (dotyczy się również kostek lodu) i gotować jedzenie. W Ameryce Południowej sezonowo występuje ryzyko na Karaibach oraz środkowej części kontynentu. Dodatkowo z tego co ja czytałem i co mówił mi kolega ze studiów medycznych (akurat się o tym uczył) szczepionka nie jest zalecana głównie ze względu na to, że działa przez 3-6 miesięcy a skuteczność wynosi ok 60%. Mi lekarz powiedział, że każdemu, kto jedzie na dłuższy okres czasu zaleca mimo iż skuteczność wynosi około 70%. Uznałem, że profilaktyka mi wystarczy a ryzyko nie jest aż tak wielkie. Warto jeszcze wspomnieć, że między szczepionką na żółtą febrę a na cholerę musi być zachowany miesięczny okres czekania. W dodatku szczepionka na cholerę nie jest jedną szczepionką a jest „cyklem” dwóch szczepień. Często podawana w formie doustnej.
  • Dur brzuszny – objawia się gorączką, bólami głowy, osłabieniem, utratą łaknienia, powiększonymi węzłami chłonnymi itp. Pojawiają się również bladoróżowe plamki, które po ustąpieniu choroby pozostawiają po sobie ślady. Po ok 4 tygodniach dur brzuszny zaczyna ustępować. Najgorsze są jednak powikłania oraz nawroty. Powikłania jakie mogą wystąpić to perforacja jelita oraz jego niedrożność, zapalenie nerek, płuc, pęcherzyka żółciowego lub opon mózgowych. Zakażenie odbywa się poprzez zjedzenie zakażonego jedzenia lub wody (głównie kałem, ściekami), zakażonymi owocami, które są nawożone w jak najbardziej naturalny sposób oraz poprzez nosiciela w postaci owadów lub ludzi. Profilaktyka nie jest trudna, gdyż bakterie giną w 60 stopniach po paru minutach. Szczepionka jest na około 3 lata oraz ma 90% skuteczność.
  • Żółta febra – choroba w przebiegu wygląda jak ostra gorączka, czasem przebiega bezobjawowo jednak może również prowadzić do zgonu. Roznosicielami tej choroby są komary a skuteczność ochrony przez szczepionkę jest bardzo wysoka. Obecnie oficjalnie uodparnia na 10 lat jednak w niedługim czasie prawdopodobnie zmienią się przepisy na uodpornienie wieloletnie. Zaświadczenie o szczepieniu na tę chorobę jest obowiązkowe w wielu krajach Ameryki Południowej, dlatego ta szczepionka była pewniakiem w moich rozmyślaniach.
  • Wścieklizna – choroba znana w naszym kraju. Nie ze względu na częstość jej występowania, a ze względu na akcje społeczne. Roznosicielem może być każde zwierzę lub człowiek. W przypadku ugryzienia lub ukąszenia należy dokładnie przemyć ranę i bezzwłocznie zgłosić się do szpitala niezależnie od tego czy zwierze miało pianę z pyska czy nie (piana to ostatnie stadium choroby, które zawsze prowadzi do śmierci zwierzęcia). Sprawa jest o tyle poważna, że jeśli nie zareaguje się w porę to po tygodniu od pojawienia się objawów (np. potliwość, nerwowość, wodowstręt i wiele innych) następuje PEWNY zgon. Szczepionki PREWENCYJNE nie chronią w 100% od śmierci. Wręcz przeciwnie – w ogóle nie chronią przed śmiercią jeśli nie podejmie się leczenia. Jedynie ułatwiają procedurę leczenia i dają trochę więcej czasu na znalezienie lekarza – np. nie trzeba brać surowicy i tylu dawek szczepionek. Biorąc pod uwagę ten fakt wielu lekarzy odradza szczepienie prewencyjne, ponieważ zawsze można się zaszczepić na miejscu. Jeśli reakcja będzie wystarczająco szybka, to wyleczalność jest praktycznie 100%.
  • WZW A – wirusowe zapalenie wątroby typu A, inaczej nazywane żółtaczką pokarmową. Przenosi się przede wszystkim poprzez skażoną wodę, jedzenie nieumytymi dłońmi, jedzenie owoców morza wyłowionych z zanieczyszczonych wód itp. czyli w miejscach gdzie są złe warunki sanitarne. (W hardkorowych przypadkach również poprzez kontakt seksualny drogą oralną lub analną.) U dzieci często bywa bezobjawowe – zwykle potem zyskuje się odporność na tego wirusa – u dorosłych w większości przypadków wirusa da się odczuć. Choroba zwykle trwa kilka tygodni (a czasem nawet kilka miesięcy). Nie leczona w skrajnych przypadkach może skoczyć się zgonem, jednak śmiertelność jest bardzo niska (0,6-2,1% [1]), choć według innego źródła spośród chorób infekcyjnych ta choroba powoduje największą śmiertelność wśród podróżnych [2]. Skoro jest możliwość, że przebiega bezobjawowo a po przebyciu choroby jest się uodpornionym na wirusa to można zrobić sobie badanie krwi i oznaczyć przeciwciała. Badanie w zależności od laboratorium kosztuje ok 20zł (u mnie w Żorach zażyczyli sobie 25+3). 20zł to nie 2×180 zł więc myślę, że warto. Swoją drogą warto też zrobić to w przypadku WZW B, o której za chwilę. Szczepionka daje odporność wieloletnią. Jest przyjmowana w dwóch dawkach (druga dawka po 6-12 miesiącach).
  • WZW B – wirusowe zapalenie wątroby typu B lub inaczej żółtaczka wszczepienna. Do zakażenia dochodzi przed kontakt krwi osoby zakażonej (wystarczy jedna kropla, której ludzkie oko nie jest w stanie zauważyć) z błonami śluzowymi i uszkodzoną skórą oraz w czasie kontaktów seksualnych. Niebezpieczne jest także robienie sobie tatuaży w krajach o niskim poziomie sanitarnym czy używanie przedmiotów higieny osobistej, korzystanie z kosmetyczki lub fryzjera. Wirus wchłania się 100 razy bardziej niż wirus HIV, dlatego o zakażenie nie trudno. Objawami są różnego rodzaju problemy z wątrobą, bóle brzucha, osłabienie, wymioty, nudności, bóle mięśni, mocz o kolorze piwa lub żółtaczka. Objawy mogą utrzymywać się kilka tygodni. Dodatkowo może nastąpić nadostre zapalenie wątroby, marskość oraz niewydolność co w konsekwencji prowadzi do śmierci. Chronić się można tylko poprzez szczepionkę (składa się z 3 dawek rozciągniętych w ciągu roku), która ma skuteczność na poziomie 95% i jest na 10 lat, jednak po 5 latach warto oznaczyć sobie przeciwciała i sprawdzić ich poziom. Po przebyciu choroby uzyskuje się ochronę na parę lat. Gotowanie i wyparzanie nic nie daje. Wirusa można usunąć z zakażonego przedmiotu tylko i wyłącznie po chemicznej dezynfekcji.
    To mnie najbardziej martwi, gdyż nie mam w sobie przeciwciał na tę chorobę, szczepionki nie dam rady zrobić a zakażenie wydaje się nad wyraz proste.
  • Tężec, polio i błonica z automatu zostały przeze mnie odrzucona – w końcu te szczepienia są obowiązkowe w Polsce a ich „termin ważności” (poza polio) w moim ciele jeszcze się nie skończył.

Lekarz jako obowiązkową oczywiście zalecił szczepionkę na żółtą febrę oraz meningokoki, dodatkowo polecił WZW A, Dur brzuszny oraz Polio, a gdybym miał jeszcze czas to radził zastanowić się nad cholerą oraz wścieklizną. Oczywiście szczepionki były zalecane pod kątem mojej autostopowej wyprawy, gdzie z warunkami sanitarnymi oraz bezpieczeństwem może być różnie.

Jak już wiecie – polio odrzuciłem, ze względu na fakt, że już byłem na to szczepiony, jednak lekarz zalecił, a skoro zalecił to warto też wspomnieć czym jest Polio.

  • Polio (poliomyelitis) – inaczej choroba Heinego-Medina lub ostre nagminne porażenie dziecięce. Europa dzięki szczepionkom jest wolna od tej choroby. Wirus roznosi się drogą pokarmową lub wziewną. W większości przypadków polio przebiega bezobjawowo lub objawowo lecz rozwój choroby jest zatrzymany przez skuteczną obronę naszego organizmu. Jeśli jednak wirus jest bardziej niesforny to potrafi doprowadzić do paraliżu lub niedowładu mięśni a w skrajnych przypadkach (jeśli zaatakuje mózg) do śmierci. To ostatnie zdarza się niezwykle rzadko. Leczenie polega na rehabilitacji – może to trwać nawet dwa lata. Zostały wynalezione skuteczne szczepionki dające odporność na 10 lat.
  • Meningokoki – choroba meningokokowa może spowodować zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych lub sepsę. Roznosi się bardzo łatwo – wystarczy, że zakażony kichnie, lub zjemy posiłek jego łyżką. Ze względu na łatwość roznoszenia tej choroby zdarzają się epidemie w dużych skupiskach ludzi (miastach, szkołach, więzieniach itp.) – najczęściej w Afryce i najczęściej występują one sezonowo. Chorobę tę należy jak najszybciej zacząć leczyć, gdyż potrafi ona w ciągu 24 godzin od wystąpienia objawów (które są objawami zwykłej gorączki) zabić człowieka (śmiertelność w przypadku zbyt późnego podjęcia leczenia wynosi ok.70- 80% [3]). Przypadki zachorowań na tę chorobę, z tego co mówił lekarz zdarzają się również w Polsce (w akademikach czy na imprezach). Oczywiście są to pojedyncze przypadki. Do niektórych krajów Afryki oraz Azji jest wymagana szczepionka potwierdzona międzynarodową książeczką. Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że nosicielem może być zdrowy człowiek. We wszystkich artykułach dotyczących Ameryki Południowej nie doczytałem się potrzeby brania tej szczepionki.

Opis szczepionek, które zalecił mi lekarz oraz nad którymi sam się zastanawiałem mamy za sobą. Co ja wybrałem?

Zdałem się na zalecenia lekarza i wziąłem wszystko co rekomendował, czyli: Żółta Febra, Meningokoki, Polio, WZW A oraz Dur Brzuszny. Zapłaciłem łącznie 1015zł, więc trochę szarpło po kieszeni. Wiem, że niektóre szczepionki są niepotrzebne bo zakażalność jest bardzo niska a jeśli już to wystarczy stosować się do profilaktyki (gotować wodę (w zależności od wysokości a tym samym od ciśnienia powietrza od minuty do pięciu minut), pić z pewnego źródła, gotować jedzenie, nie myć owoców niesprawdzoną wodą – tylko i wyłącznie sprawdzoną, czystą wodą – uważać na kostki lodu itd.). Prawdopodobnie gdyby nie lekarz, to nie wziąłbym szczepionki na polio oraz meningokoki, bo nawet bym o nich nie przeczytał, a jeśli już to doszedłbym do wniosku, że na tym kontynencie nie mam się czego obawiać (patrz tablica z wykazem szczepień w „POLECANYCH STRONACH”). WZW A oraz dur brzuszny był w fazie zastanawiania się przeze mnie lecz skłaniałem się przeciw braniu tych dwóch szczepionek. Porządnym argumentem za było zalecenie specjalisty (zalecenie nie znaczy musisz wziąć i lekarz pytał się o moją decyzję). Samo to „zalecenie” ostatecznie skłoniło mnie do wzięcia tych pięciu szczepionek, tym bardziej, że niektóre są do końca życia.

 

MALARIA

Skoro szczepionki mamy za sobą to teraz czas na 995 innych zagrożeń czyhających podczas podróży. Najbardziej gorącym tematem po szczepionkach jest malaria. Choroba tropikalna, którą można się zarazić głównie poprzez ukąszenie komara. Europejczycy mają z tą chorobą szczególny problem, ponieważ nie żyjemy w strefie zagrożenia i tym samym nie mamy wykształconych mechanizmów obronnych. Dla nas po zbyt późnym zdiagnozowaniu choroby kończy się śmiercią. ALE! Nie tragizujmy. Jeśli uważnie to czytasz to zwróciłeś uwagę na to, że wiele razy piszę „zbyt późne zdiagnozowanie choroby”. To jest klucz do sukcesu zaraz po profilaktyce. To może być zwykła gorączka, a może być coś innego (np. denga). Ważne, żeby nie ignorować zagrożenia i zwrócić się jak najszybciej do lekarza (czas to maksymalnie 24h – potem może być już za późno). Statystyki mówią, że na malarie choruje 300mln ludzi rocznie z czego umiera 30tys. Co ciekawe wyjeżdżając do południowo zachodniej Turcji również można mieć bliski kontakt z pasożytami malarycznymi.

Podstawową sprawą na każdy wyjazd to stosowanie różnego rodzaju repelentów (najlepiej z zawartością DEET powyżej 20%). Oczywiście zbyt duże stężenie tego środka też nie jest wskazane – jest to preparat żrący i może zniszczyć nam skórę jeśli będzie go w nadmiarze. 30% powinno być optymalne. No i ważna sprawa – Najpierw stosuje się kremy z filtrem UV a dopiero po 10-15 minutach jak wchłonie całkiem w skórę nakłada się repelent na komary! Tego nie wiedziałem i o tym uświadomił mnie lekarz.

Pozostałe formy ochrony to tabletki (chemioprofilaktyka). Niestety mają różne skutki uboczne w zależności od stosowanego preparatu i nie dają 100% ochrony. Czasem zażywanie tych leków przez długi okres czasu może (ale nie musi) wiązać się z ciężkimi powikłaniami, równie groźnymi jak sama malaria. Co więcej, malaria może nas dopaść nawet pare tygodni po zakończeniu chemioprofilaktyki i powrocie do kraju. Stosowanie chemioprofilaktyki różni się w zależności od leku. W Polsce dostępny jest Malarone. W tym przypadku wystarczy wziąć tabletki 1-2 dni przed wyjazdem, następnie codziennie po jednej tabletce i tydzień po wyjściu ze strefy zagrożenia. (Oczywiście piszę tutaj o osobach dorosłych – z resztą tak jak napisałem na początku artykułu: to jest tylko krótko omówione zagadnienie. Stosowanie leku (szczególnie takiego) zawsze należy skonsultować z lekarzem i dostosować dawkowanie do własnych potrzeb.) Są również takie leki które przyjmuje się raz w tygodniu, ale z tego co czytałem nie są dostępne w Polsce i mają bardziej odczuwalne skutki uboczne (bezsenność, koszmary itp.).

Cena tych leków również nie jest niska. Opakowanie 12 tabletek Malarone kosztuje pomiędzy 150 a 200zł (powyżej 200zł to już jest dużo jak za ten lek).

Sam fakt powikłań przy długotrwałym stosowaniu oraz cena skutecznie informuje, że na długie wyjazdy (czyli taki jak planuję) nie jest to najlepszy sposób. W moim przypadku najlepiej zaopatrzyć się w jedno lub dwa opakowania takich tabletek i w razie podejrzenia malarii brać dawkę uderzeniową. Mi lekarz zalecił branie 4 tabletek na raz w ciągu doby przez 3 dni (czyli tak jak jest napisane na ulotce leku dla ludzi o wadze powyżej 40kg). Oczywiście w tym czasie profilaktycznie należy skontaktować się z lekarzem, gdyż same tabletki mogą być niewystarczające, jednak skutecznie mogą wydłużyć czas dojazdu do lekarza.

Lekarz również poinformował mnie, że w razie wystąpienia objawów grypy (które nie muszą być objawem Malarii a innych niegroźnych chorób) mniejszym błędem jest wzięcie dawki uderzeniowej, niż nie wzięcie jej w ogóle. Czyli schemat postępowania jest prosty: w razie objawów biorę dawkę uderzeniową i pędzę jak najszybciej do lekarza.

Co ważne – poziom sanitarny w krajach rozwijających się nie jest zbyt wysoki i znacznie różni się od naszego. Lekarz może rozpoznawać chorobę na podstawie objawów a nie specjalistycznych badań. Personel medyczny ma pojęcie o tej chorobie i wie jak leczyć więc nie należy negować działań lekarza.

Przyjmuje się, że powyżej 2000mnpm malaria nie występuje. Jedynie w niektórych krajach może być przeniesiona (w moim przypadku muszę uważać na Boliwię).

 

INNE CHOROBY

Tych jest sporo i najczęściej objawy są takie same jak… uwaga bo będzie zaskoczenie: gorączki.

Do najbardziej znanych należy DENGA. Albo przebiega bezobjawowo, albo jak mocniejsza gorączka albo jako gorączka krwotoczna. Ta ostatnia jest rzadka ale za to śmiertelnie niebezpieczna i niepodjęcie leczenia kończy się zgonem. Oczywiście chronić się można relepentami na komary, moskitierami itp.

BIEGUNKA PODRÓŻNYCH jak sama nazwa wskazuje jest to zwykła biegunka wywołana zmianą flory bakteryjnej w jedzeniu i piciu. Jest to najczęstsza choroba i prawie każdy podróżny do krajów o niskim poziomie sanitarnym na nią zapada. Można ją leczyć. Mi lekarz przepisał odpowiednie leki. Zwykle po paru dniach biegunka mija (nawet nie leczona). Jeśli jednak utrzymuje się dłuższy czas lub wraz z odchodami wylatuje krew to może świadczyć to o zakażeniu pasożytniczym. W tym przypadku stara prosta rada: lecieć do lekarza.

Jak przy każdej biegunce istnieje wysokie ryzyko odwodnienia, dlatego trzeba dużo pić i to najlepiej wodę, która zawiera odpowiednie minerały oraz elektrolity, które traci człowiek podczas wypróżniania się. To przydatna informacja dla autostopowego i bardziej dzikiego stylu podróżowania.

Skoro wspomniałem o ODWODNIENIU to napomnę jeszcze raz jako „osobna choroba”. Jak wiadomo odwodnienie prowadzi do śmierci, a do niego nie trzeba mieć biegunki, wystarczy brak pragnienia (co jest częste przy dużej wilgotności powietrza) i tym samym brak uzupełniania organizmu w płyny.

O UDARZE CIEPLNYM (SŁONECZNYM) I MÓZGU (to dwie różne choroby!) wspominać nie muszę. Na równiku jest tym bardziej niebezpieczny niż na naszych szerokościach geograficznych, dlatego trzeba mieć zawsze nakrycie głowy i starać się nie spędzać czasu na pełnym słońcu w godzinach szczytu. Inaczej.. zabierze nas Południca (słowiański demon, który jest upersonifikowaniem udaru). Objawy i sposób leczenia doskonale przedstawił Radek Kotarski z Polimatów. W linkach na końcu artykułu zostawiam załącznik do jego filmu.

LEISZMANIOZA – nazwa, której nigdy w życiu nie słyszałem. To choroba, która jest roznoszona przez muchówki (krwiopijcze małe muszki). Nie leczona lub leczona nieprawidłowo powoduje zgon u 90% ludzi. Czasem rozwija się w ciągu paru dni a czasem w ciągu kilku lat. Występuje w różnych formach. Najbardziej widoczną jest forma skórna. Powstają nieciekawe „otwory” w skórze. Mi lekarz przepisał odpowiedni lek – oczywiście w razie wystąpienia objawów stara dobra zasada: lecieć do lekarza.

SCHISTOSOMATOZA – kolejna choroba pasożytnicza. Objawami jest swąd skóry – czyli znak, że pasożyty przedostają się do naszego wnętrza. Następnie atakują serce i płuca a stamtąd pędzą do żyły wrotnej, gdzie składają jaja. Długość życia dorosłych osobników wynosi od 2 do 18 lat – trochę dużo jak na nieproszonego gościa, nieprawdaż?

GRUŹLICE chyba każdy zna. Kaszle się krwią a potem umiera. No dobra. Nie zawsze się umiera i nie zawsze kaszle się krwią, ale o tym już musicie poczytać sami.

WIRUS ZIKA – wirus przenoszony tylko i wyłącznie przez komary (te same od malari czy dengi) lub wg. WHO poprzez odbywanie stosunku seksualnego z drugim człowiekiem. Zakażenia przebiegają bezobjawowo lub łagodnie, a objawami są… objawy grypy lub wysypka plamisto-grudkowa. Objawy pojawiają się kilka dni po zakażeniu i trwają również kilka dni.
O ile dla dorosłego wirus jest niegroźny o tyle dla „za chwilę urodzonego dziecka” może mieć fatalne skutki w postaci małogłowia lub innych powikłań (porażenia wiotkie). Związek ten nie został jeszcze potwierdzony, ale warto mieć go na uwadze.

Zakażenia AMEBAMI i innymi tego typu BAKTERIAMI też się zdarzają…

ZWIERZĘTA I OWADY

Skoro część chorobową mamy za sobą to czas na zwierzęta. Na wstępie powiem, że większość, mimo iż jadowita lub zabójcza, to jest niegroźna o ile sami nie prosimy się o kłopoty. Wiele z nich występuje tylko w dżungli, ale i tam mam zamiar zajrzeć.

Zacznę od tego, który kusił w raju – czyli WĘŻA. W Ameryce Południowej są różne gatunki, jednak zdecydowana większość z nich nie atakuje człowieka – chyba, że nadepnie się takiemu na ogon, albo chwyci myśląc, że to gałązka. Żeby uniknąć węża wystarczy twardo stąpać po ziemi (dosłownie). Węże czując wibracje po prostu usuwają się z drogi. Oczywiście atak np. anakondy jest jak najbardziej realny – ale na pocieszenie dodam, że robi to raz na pare miesięcy i zwykle atakuje w wodzie lub przy jej brzegach. Ciekawostką jest, że potrafi zjeść znacznie szerszą ofiarę od siebie.

Istnieje jeszcze jeden rodzaj węża. Węża nieustraszonego, którego nazwy nie pamiętam. Jako jeden z niewielu węży sam czai się i atakuje człowieka. Najczęściej robią to parami. W tej sytuacji trzeba zrzucić zapoconą rzecz – pierwszy wąż się nią powinien zająć, natomiast pełznie jeszcze drugi, więc chwilę później zrzucamy kolejną zapoconą rzecz. Powinno odwieźć od nas te bestie. Właściwie żyją one w dżungli i pan Cejrowski mówił, że ani razu jeszcze takiej nie widział, ale warto o tym wiedzieć. Podobno sieje postrach wśród Indian…

W przypadku ukąszenia przez węża najlepiej przynieść go ze sobą do lekarza – bez tego czeka nas pewna śmierć, bo lekarz nie będzie wiedział jaką surowicę zastosować. Oczywiście jeśli w ogóle zdążymy dolecieć do lekarza. A no i ważna sprawa – nie stresujemy się i nie biegniemy. I najlepiej nie robimy żadnej innej czynności, która przyspiesza krążenie krwi w organizmie i tym samym przyspiesza rozprzestrzenianie się trucizny. Najlepiej jeśli miejsce ukąszenia znajduje się poniżej serca. Nie powinno się stosować w takiej sytuacji opasek uciskowych, lodu, wysysania jadu czy rozcinania ukąszenia.

PAJĄKAMI sprawa ma się podobnie. Niektóre są na tyle uprzejme, że podnoszą przednie odnóża próbując uświadomić nas o tym, że jeśli nie usuniemy się im z drogi to nas dziabną. Ja widząc dużego pająka (szczególnie w namiocie lub na ręce) prędzej zjadę na zawał niż usunę mu się z drogi.

MRÓWKI CALÓWKI też potrafią być niebezpieczne. I nie mam tu na myśli podziurawionego plecaka z kordury ale nasze życie. Kilka takich postanowi nas ukąśić i jeśli nie jesteśmy Indianinem, który sobie „aplikował” od małego szczepionki z jadu tych mrówek to możemy umierać w ciężkich bólach.

ICHNIEJSZE DŻUNGLOWE MOTYLE I PSZCZOŁY też są niebezpieczne. Ale jesteśmy bezpieczni o ile nie zniszczymy im gniazda lub bezpośrednio nie zagrozimy tym owadom.

REKINY – co roku odnotowuje się ataki na ludzi i parę rekinich morderstw. Wiem, że biorę wszystkie rekiny do jednego wora, ale nie ma sensu opisywać każdego gatunku z osobna. Podobno rekiny nie atakują człowieka dla pożywienia – po prostu nie lubią ludzkiego mięsa. Najczęściej mylą człowieka z rybą. Szczególnie kiedy neoprenowy strój świeci się jak łuski ryby. Ile jest w tym prawdy nie wiem. Pewne jest  że przed atakiem często krążą wokół ofiary i czasem szturchają ją parę razy przed ostatecznym atakiem. Niekiedy raz ugryzą i odpłyną. Niektórzy twierdzą, że wtedy czekają aż ofiara się wykrwawi. Jeśli jest możliwość należy nie robiąc gwałtownych ruchów odpłynąć na brzeg. W razie bezpośredniego ataku należy ustawić się tak, żeby nie być zaskoczonym przez rekina i uderzyć w jego czułe punkty (najlepiej nożem albo kamieniem, ale kto się kąpie z nożem lub kamieniem!?) czyli nos, oczy lub skrzela (najlepiej kilkakrotnie). W nos jest trochę niebezpiecznie bo zaraz pod nim są zęby i wejście do piekieł, ale w razie obrony życia robi się wszystko. Warto też pamiętać, żeby nie kąpać się po zmroku…

KROKODYLE, KAJMANY I ALIGATORY – różnica jest w wyglądzie i zachowaniu ale tego nie będę tutaj opisywał. Super sprawne w wodzie, mniej na lądzie. Najczęściej atakują w wodzie, na bagnach lub tuż przy brzegach. Niektóre gatunki nie tolerują nawet łódek na swoim terenie (szczególnie w okresie wylęgania się młodych). Często wciągają ofiarę pod wodę – podobno da się przeżyć jeśli uda się trupa a potem jakimś cudem niezauważenie się ucieknie (czasem bez ręki lub nogi). Ewentualnie można użyć pięści i przygrzmocić w nos lub oczy. Ogólnie zasada jest prosta – miejsca oznaczone omijać i nie kusić losu, nie kąpać się lub nie przebywać na brzegach rzek w czasie polowań (a to zależy od gatunku) lub unikać miejsc gdzie składają jaja.

ŻABY – te na ogół są niegroźne o ile nie zechcemy wziąć takiej do ręki. Podstawowa zasada brzmi: im bardziej jaskrawe jest zwierze tym więcej toksyn wydziela. Dotknięcie może grozić śmiercią. Niektóre szczepy Indian robią sobie szczepionki z wydzielin niektórych gatunków żab przez co są bardziej odporni.

PUMA – kot, który jest duży i drapieżny, ale z reguły nie atakuje człowieka. Na ogół nawet prowokowany ucieka.

JAGUAR – kolejny drapieżny kot. Ten jednak potrafi być niebezpieczny dla człowieka. Atakuje kiedy jest głodny lub zagrożony. Najbardziej aktywny w nocy, więc warto spać przy ognisku (wiele dzikich zwierząt boi się ognia i jest to skuteczna metoda odstraszania nieproszonych gości, albo właściwie gospodarzy, dla których my jesteśmy niekoniecznie proszonymi gośćmi). Ogólnie ich populacja jest bardzo mała – gatunek jest na skraju wyginięcia i z tego względu nie jest to główne zagrożenie w dżungli.

KOMARY – one same w sobie nie zabijają, ale jak już wiecie przenoszą różne wirusy lub pasożyty od których można umrzeć. Ochronić się można środkiem przeciw insektom.

KRWIOŻERCZE MUSZKI – takie muszki, które wgryzają się w skórę co bardzo boli. Też przenoszą śmiertelne choroby. Ochrona taka sama jak na komary.

PIRANIE – niebezpieczne rybki. Wystarczy kropla krwi i pare minut a nic z nas nie zostanie. Co ciekawe, jeśli się nie krwawi to spokojnie można wśród piranii pływać. Na koniec dodam, że nie wszystkie gatunki piranii są mięsożerne, więc słysząc słowo pirania nie trzeba się bać.
Ba! Nawet w Zalewie Rybnickim były piranie! Ale roślinożerne. Pewnie szybko umarły. (O forfiterach się słyszało ale to raczej bajka.)

WANDELIA (inaczej CANDERO, KANDYRA lub CANDIRU) – jest to rybka-pasożyt, która wpływa między skrzela innych ryb, zahacza się swoimi haczykami i zjada mięsko biednej rybki. Ciężko taką zauważyć jak przepływa obok jednak bardzo łatwo i boleśnie da się odczuć kiedy wpłynie do… dróg moczowych człowieka. Prawdopodobnie mocznik ją przyciąga, zatem sikanie w wodzie jest niewskazane. Usunięcie następuje tylko operacyjnie ze względu na jej haczyki. Na pocieszenie dodam, że w drogach moczowych człowieka umiera oraz grasuje tylko w wodach Amazonki i Orinoko oraz ich dorzeczach.

PŁASZCZKI – może nie są śmiercionośne, ale spotkanie może być bardzo bolesne. Nie mówię o tych co w obronie własnej wysuwają ze swojego ciała jadowity kolec (który zabił pewnego wielbiciela tych zwierząt). Mówię tu o takich co wylegują się przy brzegach w Amazonii. Nie są drapieżne, ale też nie uciekną kiedy człowiek wchodzi do wody i przypadkiem nadepnie na taką. Nadepnięcie kończy się ukłuciem ze strony zwierzęcia, co powoduje tak silny parodniowy ból, że podobno najwięksi twardziele prosili, aby ich zabić.

O roślinach, które się dotknie a potem przetrze czoło i staje się ślepym nie będę wspominał. One występują w dżungli, do której pójdę z przewodnikiem, a więc będę bezpieczny. Podobnie będzie w przypadku niektórych rodzajów bananów, którymi można się otruć lub manioku zawierającego cyjanek. Ale spokojna głowa. Miejscowi wiedzą jak to przyrządzić, żeby się nie otruć.

 

LUDZIE

Ludzie w przeciwieństwie do zwierząt są bardzo nieprzewidywalni. Mogą zrobić wszystko. Ale najczęściej w tamtych rejonach zagrożeniem są przemytnicy narkotyków, zwykłe złodziejaszki oraz Indianie, których znaki się zignorowało. Jak porwie przemytnik to najczęściej dla okupu, albo do pracy albo dlatego, że chce się upewnić, że dochowasz tajemnicy. Są ludzie co przeżyli porwania, więc głowa do góry. No i byłbym zapomniał – mafie, które wykonują publiczne egzekucje, najczęściej robią to by wystraszyć inne osoby, które zaczęły węszyć. Fenomenem jest gościu, który przyjechał chyba do Meksyku wygłosić przemówienie jak nie zostać porwanym, po czym ślad po nim zaginął.

Złodziejaszkom trzeba dać co żądają albo powiedzieć z idealnym akcentem wulgaryzmy w ich stronę (a przynajmniej tak podczas jednego napadu uratował się pan Cejrowski). Pierwsza metoda jest pewna. Tamci ludzie podczas napadu stoją obojętni. Nie pomogą, tylko zrobią miejsce i odwrócą się plecami, w myśl zasady im mniej wiesz, tym bezpieczniej (oczywiście te informacje są TYLKO z wyczytanych książek, jak jest na prawdę to nie wiem, ale z pewnością się dowiem). Czytałem też o zorganizowanych napadach partyzantki na autobusy – wtedy niedanie czego żądają kończy się na byciu przykładem – martwym przykładem, z dziurą w głowie. Na szczęście w ciągu ostatnich paru lat rządzący zwiększyli bezpieczeństwo w krajach Ameryki Południowej i przemytnicy oraz partyzantka nie są już tak niebezpieczne jak kiedyś – ale zła sława została (i zmniejszający się, ale jednak wciąż jeden z największych wskaźników morderstw też został).

Jeszcze jednym sposobem na uniknięcie kłopotów jest wmieszanie się w tłum. Noszenie takich ubrań jak tubylcy, zachowywanie się jak tubylcy itp. To wbrew pozorom dużo daje. Jak się wyróżniasz, a już tym bardziej jak wyglądasz jak biały bogaty Amerykanin, który strasznie namieszał w niektórych tamtejszych krajach, to możesz mieć niemałe problemy.

Warto mieć ze sobą gaz pieprzowy i nóż. Nie mówię o zabijaniu w samoobronie, bo nie wiem czy nawet w chwili zagrożenia życia byłbym w stanie wbić w drugiego człowieka nóż, ale kto wie… nie potrafię przewidzieć co będę robił jak zostanę napadnięty (choć preferowałbym bezkonfliktowe spełnienie żądań złoczyńcy lub ucieczkę).

PS. To też wiem z książek i zweryfikuję na miejscu! 🙂

 

POZOSTAŁE

Pozostałe przygotowania obejmują przede wszystkim dentystę (tak co by sprawdził wszystkie ząbki – nie chcę mieć niespodzianki w podróży w postaci obolałego zęba czy wypadającej plomby).

Do tego muszę jeszcze dokupić parę rzeczy, takich jak okulary przeciwsłoneczne z odpowiednim filtrem UV, zrobić kserokopię dokumentów (jakbym zgubił lub jakby mnie okradli to z kserokopią będę miał mniej problemów) no i kupić odpowiedni krem i repelent na komary. Resztę sprzętu opiszę w następnym wpisie.

PODSUMOWANIE

Olaboga! Po co tam jechać, skoro jest tyle zagrożeń!? Na każdym kroku można zginąć!

To najczęściej słyszę od mojego taty i wielu ludzi. Naturalnie martwią się o mnie i nic w tym dziwnego. O tych wszystkich rzeczach należy pamiętać i niepotrzebnie nie mieszać się w kłopoty, jednak w razie ich wystąpienia trzeba wiedzieć jak się zachować, albo przynajmniej być przygotowany (np. nie chodzić z pustymi kieszeniami, żeby mieć w razie czego co dać (niektórzy biorą starą polską walutę i podobno skutecznie działa (gorzej jak złodziejaszek już ją widział))). Te wszystkie choroby, zwierzęta i wiele wiele innych mogą się przytrafić jednak zdecydowana większość podróżników wraca cała i zdrowa więc i ja wrócę (pamiętajcie, że muszę opowiadać dzieciom i wnukom o wyprawach!). Z resztą skoro żyją tam ludzie to nie może być tak tragicznie i śmiertelnie niebezpiecznie (wiem, że w przypadku chorób oni są uodpornieni na lokalne choroby a turyści nie, ale na większość z tych problemów mamy odpowiednie lekarstwa lub znamy sposoby zapobiegawcze).

Nie lubię planowania podróży, ale aspekt bezpieczeństwa jest stosunkowo ważny. O ile o chorobach musiałem poczytać,  o tyle cała reszta przyszła mi po drodze przy czytaniu książek o przygodach znanych lub mniej znanych podróżników czy oglądaniu filmów. Jakby ktoś chciał się trochę postresować przed podróżą to śmiało może czytać ten artykuł. Jeśli jednak ktoś chciałby pojechać w podróż, albo pomarzyć niech czeka na kolejne wpisy.

Wpisy niestety będą nieregularne i będą uzależnione od tego czy będzie o czym pisać oraz od dostępności internetu. Kolejną sprawą jest fakt, że piszę teksty przez parę dni a czasem nawet tygodni, o czym świetnie świadczy niedawny wpis z podróży autostopowej na Monte Cassino, która odbyła się rok temu(!) (ale takich obsuw z wrzucaniem wpisów w tej podróży nie będzie). Dzieje się tak dlatego, że chcę, aby wpis był w mojej ocenie dobry a nie słaby. Do bardzo dobrych mi jeszcze wiele brakuje, ale z czasem, mam nadzieję, się wyrobię. Na czas nie składa się samo pisanie całego tekstu – to zwykle trwa jeden może dwa dni. Największą stratą czasową jest „odleżenie wpisu” abym mógł na niego spojrzeć świeżym okiem, coś poprawić potem znowu odleżeć i poprawić. Myślę, że wpisy z tej podróży nie będą się wylegiwać przez dłuższy czas niż tydzień, w końcu będzie się działo! ale nie mogę też obiecać, że raz w tygodniu coś wrzucę.
Wyjazd planuję 13 lipca 2016 roku. Mam nadzieję, że nic się nie opóźni i będę mógł wcielić w życie ten plan.

Na naprawdę samiusieńki koniec, jeśli ktokolwiek dotarł do tego miejsca, to zachęcam do dzielenia się swoimi opiniami (najlepiej konstruktywnymi co nie zawsze znaczy pozytywnymi) na temat wpisu, chorób itd. w komentarzach. Tak jak pisałem większość z tych zagrożeń realnie zweryfikuję podczas podróży oraz jako iż nie jestem nieomylny, mogłem gdzieś popełnić błąd, którego sam nie wykryłem (bądź którego źródło było nierzetelne), a który mogę poprawić po Twoim zwróceniu mi uwagi.

PRZYDATNE STRONY

Szczepienia:
http://szczepienia-wroclaw.pl/wykaz-szczepien-ameryka-poludniowa.html
http://www.szczepienia.gis.gov.pl/index.php/rodzice_i_opiekunowie/szczepienia_w_podrozach_zagranicznych

O szczepieniach prosto z mostu


http://www.wsse.katowice.pl/art,17,szczepienia-obowiazkowe-i-zalecane-przed-wyjazdem-do-roznych-krajow-swiata
http://www.medycynatropikalna.pl/kontynent/ameryka-poludniowa

Udar:

Pozostałe:
http://wwwnc.cdc.gov/travel – strona poświęcona chorobom oraz ostrzeżeniom. Warto mieć pod ręką. Niestety w języku angielskim.
http://www.who.un.org.pl/ – Światowej Organizacji Zdrowia przedstawiać nie muszę. Zamieszczam link do polskiej strony, na której są odnośniki do Europejskiej oraz światowej strony. Jest na nich dużo przydatnych informacji o zagrożeniach oraz chorobach.

BIBLIOGRAFIA
(Niestety nie ma tu wszystkich stron, z których korzystałem, ale trochę ich jest a większości z Was pewnie to nie interesuje albo już na nich byliście)

[1] http://www.termedia.pl/Czasopismo/Przewodnik_Lekarza-8/Streszczenie-1085
[2] http://www.zoltytydzien.pl/informacje_dla_prasy/archiwum/wirusowe_zapalenie_watroby_typu_A.aspx
[3] http://wyprzedzmeningokoki.pl/jak-rozpoznac-objawy-choroby-meningokokowej

http://gis.gov.pl/o-nas/aktualnosci/329-informacja-dotyczaca-zakazen-wirusem-zika
http://tomkattkk.blox.pl/2009/02/Canero-gorsze-od-pirani.html
http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=143
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/choroba-heinego-medina-polio-przyczyny-objawy-leczenie_42057.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Heinego-Medina
http://www.medycynatropikalna.pl/info/62/poliomyelitis
http://www.zoltytydzien.pl/informacje_dla_prasy/archiwum/wirusowe_zapalenie_watroby_typu_A.aspx
http://zdrowie-w-podrozy.wieszjak.polki.pl/podroz-do-ameryki-poludniowej-sprawdz-niezbedne-szczepienia,szczepienia-artykul,10329101.html
http://www.medycynatropikalna.pl/info/72/choroba-meningokowa
http://wyprzedzmeningokoki.pl/co-to-sa-meningokoki
http://zdrowiewpodrozy.mp.pl/malaria/62861,malaria
http://www.medycynatropikalna.pl/chorobazakazna/8/malaria
http://www.medycynatropikalna.pl/chorobazakazna/57/leiszmaniozy
http://michniewicz.blog.onet.pl/archives/135
http://szokblog.pl/Kandyra–ryba-wp%C5%82ywaj%C4%85ca-do-dr%C3%B3g-moczowych-7-foto/Blog/1345264759017
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wandelia
http://www.focus.pl/czlowiek/wzw-typu-b-5-rzeczy-ktore-musisz-o-nim-wiedziec-13087
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/wzw-b-zoltaczka-wszepienna-jak-mozna-sie-zarazic-drogi-zakazenia-wzw-b_38099.html
http://www.hbv.pl/
http://www.zoltytydzien.pl/informacje_dla_prasy/archiwum/czym_jest_wzw_typu_b.aspx

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *